Stan gotowości

Drogi Czytelniku,
przydarzyła mi się ostatnio pouczająca przygoda. Był to konkurs  mów inspirujących naszego klubu Toastmasters Leaders. Bardzo chciałem wziąć w nim udział, jednak miał się on odbyć dopiero 26.03.2014 r. Ten zaś termin miałem wcześniej zarezerwowany na moją obecność w Domu Kultury ZACISZE.

Gdy zaczęły się rysować nadzieje, że swoje publiczne wystąpienie będę miał parę dni później, rozpocząłem pracę nad mową konkursową. Komuś, kto nigdy tego nie robił, może się wydawać, że do mowy, która trwa 5-7 minut, wystarczy „godzinka” przygotowań. Nic bardziej błędnego.

Zazwyczaj jest tak, że im mowa krótsza, tym jest trudniejsza do przygotowania. Kiedyś zapytano premiera Winstona Churchilla, nota bene znakomitego mówcę, ile potrzebuje czasu na godzinne przemówienie. Odpowiedział, że parę minut.  Dociekliwy rozmówca zapytał więc, jak długo zajmą mu przygotowania na pięciominutowe wystąpienie. Na to Churchill odrzekł, że to dużo poważniejsze zadanie, a więc potrzebuje co najmniej kilka dni.

Dlaczego tak się dzieje? Otóż w krótkim przemówieniu należy być szczególnie precyzyjnym w wyrażaniu swoich myśli. Często pojedyncze słowa decydują o jakości samej mowy. Jeśli na dodatek ma to być mowa inspirująca, zadanie staje się tym trudniejsze. Trudno  w tak krótkim czasie porwać i przekonać publiczność, a zwłaszcza sędziów do swoich tez. Poza tym to jest konkurs, a więc każdy z mówców stara się czymś przed nimi wyróżnić.

Uważam, że taką mowę mówca musi sobie napisać. Przynajmniej ja tak robię. Z tego względu zachęcam też tych członków naszego klubu, gdy zwracają się do mnie o poradę, aby czynili podobnie i też napisali swoją mowę.

Dzięki temu odniosą dwie korzyści. Po pierwsze, dokładnie wiedzą, jak długo ona potrwa, bo mogą zliczyć słowa i znaki. Po drugie, na gotowym tekście łatwiej nanieść poprawki niż tylko wszystko pamiętać w myślach. Pamięć ludzka jest zawodna. To jest tylko moja rada.

Wiem, że są ludzie tak uzdolnieni do przemawiania, że mogą sobie pozwolić na improwizację. Ja mimo wszystko wolę uzyskiwać kolejne, udoskonalone wersje pisemne swojego wystąpienia.

Kilka dni przed datą konkursu miałem gotowe zręby swojego przemówienia. Liczyło ono około 650 słów. Trochę za dużo, żeby zmieścić się bezpiecznie w regulaminowym czasie wystąpienia. Niemniej wstępny materiał na konkurs powstał.

Loguję się na odpowiedniej witrynie, a tam informacja, że lista uczestników zamknięta z powodu olbrzymiego zainteresowania. Ponoć były wcześniej na ten temat rozsyłane informacje.  Nic takiego do mnie nie dotarło. Przecież gdybym wiedział o takich ograniczeniach, zapisałbym się w ciemno.

Co tu dużo mówić, ogarnął mnie smutek. Mowa na konkursie zawsze daje dużo różnorakiego doświadczenia. Do tej pory brałem udział w klubie prawie we wszystkich takich konkursach. Tym razem byłem wykluczony odgórnie.

Mimo to poprawiałem wciąż swoją mowę. Przychodziły mi nowe pomysły, jak ją ulepszyć. Przyjąłem założenie, że w najgorszym przypadku wygłoszę ją za rok lub wcześniej przy innej okazji.

Oczywiście intensywność przygotowań znacznie spadła. Brakowało pełnej motywacji. Wszak w konkursie miałem nie brać udziału z przyczyn formalnych. Jednak wiara, że będę przemawiał, wciąż się tliła.

Nagle po południu dzień przed konkursem dostaję telefon, że ktoś zrezygnował i zwolniło się miejsce na liście mówców. Akurat byłem poza Łomiankami bez laptopa i kartek z notatkami mojej mowy. Dojechałem do domu późno wieczorem.

Na szczęście jeszcze zdążyłem wysłać 2 maile – do konsultacji prze znakomite mówczynie – z proponowanym przeze mnie tekstem. Dostałem od nich odpowiedzi na czas, żeby wprowadzić niezbędne poprawki. Kilka godzin przed losowaniem kolejności występowania, miałem ostateczny tekst na konkurs.

Dla mnie to było mimo wszystko zbyt mało czasu. Oceniałem swój stan przygotowań konkursowych na jakieś 80%. Jednak epilog zdarzenia był pomyślny. Jestem jednym z dwóch reprezentantów naszego klubu. Przeszedłem z Leszkiem do dalszej rundy! Z pewnością w następnym etapie konkursu, tym razem na szczeblu Mazowsza, wystąpię jeszcze lepiej.

Analizując, dlaczego tak się stało, z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że był to wynik podjętych wcześniej przygotowań. Gdybym zaniedbał proces myślenia, co wartościowego powiedzieć słuchaczom, gdybym nie miał kolejnych, pisemnych wersji swojej mowy, gdybym zupełnie zaniechał przygotowań i przestał wierzyć, że może stać się jakaś korzystna dla mnie sytuacja, na pewno mój występ zakończyłby się całkowitą klapą.

Tymczasem pielęgnowany przeze mnie stan gotowości do wygłoszenia mowy zaprocentował – co by nie mówić – sukcesem. Byłem w stanie wygłosić taką, która znalazła uznanie u sędziów. Myślę również po otrzymanych gratulacjach, że podobała się też znacznej części publiczności. Gwoli ścisłości podaję, że nagrodę publiczności – moim zdaniem zasłużenie – zdobyła Marzena. Ciekaw jestem, jak mi pójdzie ta mowa 13.04.2014 r., gdy wykonam wobec niej pełny cykl przygotowań do jej wygłoszenia.

Trzymaj za mnie kciuki! A najlepiej przyjdź na Konkurs Mów i Ewaluacji Obszaru M5. To wielkie wydarzenie Toastmasters odbędzie się w niedzielę 13.04.2014 w godzinach 12:00 – 16:00 w Warszawie na Uczelni Łazarskiego na ul. Świeradowskiej 43 w Sektorze D w auli nr 38 na I piętrze.

Pozdrawiam, zachęcając do bycia w stanie gotowości do działań,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *