Hygge

Drogi Czytelniku,
czy wyobrażasz sobie, że jeszcze dwa tygodnie temu nie znałem słowa użytego w tytule dzisiejszego wpisu? Pojawiło się ono w naszym klubie Toastmasters Leaders podczas mowy Pauliny Borkowskiej pt. Czy szczęścia można się nauczyć?

Od Pauliny dowiedzieliśmy się, że hygge to duńskie słowo, a właściwie norweskie. Oznacza ono dobrostan – dobre samopoczucie. Znane już było kilkaset lat wcześniej, gdy Norwegia do początków XIX w. stanowiła część królestwa Danii. Wymawia się je w sposób mocno skomplikowany. Brzmienie może przybrać takie formy jak hugge, hyga, hhyoogh czy heurgh. Wszystkie są poprawne. Bo hygge to stan ducha, a nie czcze gadanie.

Duńczycy uznają się za jednych z najszczęśliwszych ludzi na świecie. W Europie bezkonkurencyjnie wiodą pod tym względem prym. Pod Kopenhagą mają nawet swój Instytut Badań nad Szczęściem. Powstał w 2013 r., aby badać jakość życia Duńczyków i ich poczucie szczęścia.

Oj przydałoby się coś takiego w Polsce. U nas jednak górują negatywne uczucia. Co chwila fala hejtu wylewa się z Internetu niczym fale z oceanu pomyj na brzeg. Nie umiemy cieszyć się chwilą tu i teraz. Odczuwamy szczęście tylko wtedy, gdy komuś bezkarnie dokopiemy.

Jak tu nie zazdrościć Duńczykom, że postępują inaczej. Pielęgnują stan hygge, dążąc codziennie do swojego szczęścia. Owszem, żyją w kraju, gdzie nie ma panów, których inni mają słuchać i im służyć. Ich władza państwowa istnieje po to, aby społeczeństwu dawać poczucie bezpieczeństwa.

To jest główny powód, że Duńczycy mają jeden z najwyższych poziomów kapitału społecznego, a Polacy najniższy. Jesteśmy jako poszczególni obywatele bardzo nieufni wobec innych ludzi. Cóż, w ten sposób nie zbudujemy emocjonalnego dobrostanu.

Co możemy w tej sytuacji zrobić? Po pierwsze, zacząć od maksymy: Nie ma złych ludzi, są tylko źle wyedukowani. Przynajmniej pod względem odczuwania szczęśliwości i poczucia własnej wartości. Po drugie, wierzę, że poczucia szczęścia można się nauczyć. Może nie będzie to od razu pełne hygge, lecz niech na początek na Twojej twarzy zagości uśmiech.

Pozdrawiam refleksyjnie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl

 

Pasjonaci za granicą

Drogi Czytelniku,
pisałem poprzednio o pasji śpiewania i komponowania Joanny Mioduchowskiej. A dziś możesz przeczytać o innych pasjonatach, których spotkałem za granicą. Ba, dzięki umiejętnościom fotograficznym i uprzejmości pani Magdy Król, która mi nadesłała zdjęcia, możesz ich zobaczyć w fotorelacji. Zdarzenie miało miejsce w stolicy Łotwy Rydze.

Wybrałem się tam na początku czerwca 2016 r. Wtedy odbywała się w hali widowiskowo-sportowej trzydniowa konferencja, gdzie występowali świetni mówcy o międzynarodowej renomie. Niestety, nie znasz ich, więc wymienienie imion i nazwisk nic Ci nie powie. Dla mnie to był bardzo ważny wyjazd, bo jak wiesz, wiążę z przemawianiem wielkie nadzieje, edukując się w tym celu również w Toastmasters.

Jednak w Rydze miałem jeszcze jeden cel do spełnienia. Chciałem podarować swoją książkę Przywilej wyboru bibliotece Ryskiej Średniej Szkoły Polskiej im. Ity Kozakiewicz. Jadąc tam miałem duże obawy, czy w sobotę 4.06.2016 r. ta placówka będzie otwarta. Tymczasem trafiła mi się miła niespodzianka. Akurat wtedy występował w niej Chór Męski ARION ze Świdnika.

Chór Męski ARION-1
Jeśli cokolwiek interesujesz się muzyką, od razu rozumiesz, jakim ewenementem jest zgromadzenie w jednym miejscu tylu męskich głosów. Zazwyczaj gdy trafi się w chórze 1/3 panów, już jest to świetny wynik. A tu mamy do czynienia ze 100-procentowym męskim zespołem. Pikanterii dodaje fakt, że jak widać na zdjęciu, jego dyrygentką jest kobieta – Magdalena Celińska. Brawo dla Świdnika, który jest zagłębiem chóralnym w Polsce.

Chór Szkoły w Rydze-1
W rewanżu gospodarze wystawili swój własny chór „szkolny” – że tak powiem. W nim proporcje są przechylone w drugą stronę. Chór ma tylko jednego męskiego „rodzynka”. Niemniej zespół udanie krzewi polskie i regionalne pieśni.

Chóry w Rydze-1
Na zakończenie oba chóry zaśpiewały wspólnie Rotę. To było przepiękne podsumowanie ich występów.

Można bowiem dużo mówić i pisać o patriotyzmie. Ba, w przypadku polityków nawet licytować się, kto bardziej pracuje dla kraju (załatwiając przy okazji interesy partyjne – przyp. JK). A jednak żeby zrozumieć, co to znaczy kochać swoją Ojczyznę i być gotowym do poświęceń dla niej, trzeba znaleźć się choć chwilę na obczyźnie i wsłuchać się ze zrozumieniem w słowa:

Nie rzucim ziemi skąd nasz ród!
Nie damy pogrześć mowy.
Polski my naród, polski lud,
Królewski szczep Piastowy.

Nie damy, by nas gnębił wróg!
Tak nam dopomóż Bóg!
Tak nam dopomóż Bóg!

Do krwi ostatniej kropli z żył
Bronić będziemy ducha,
Aż się rozpadnie w proch i w pył
Sowiecka (w oryginale było inaczej – przyp. JK) zawierucha.

Twierdzą nam będzie każdy próg!
Tak nam dopomóż Bóg!
Tak nam dopomóż Bóg!

Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz
Ni dzieci nam germanił,
Orężny wstanie hufiec nasz,
Duch będzie nam hetmanił.

Pójdziem, gdy zabrzmi złoty róg!
Tak nam dopomóż Bóg!
Tak nam dopomóż Bóg!

Andrzej Wiśnioch-1
Jeszcze tylko wymiana wizytówek z prezesem chóru ARION, panem redaktorem Andrzejem Wiśniochem. Jestem przekonany, że to początek długiej znajomości. Śmieję się, bo tyle razy byłem w Świdniku i dopiero za granicą mogłem spotkać takich pasjonatów jak pan Andrzej i inni członkowie wspomnianych dwóch chórów.

A Ty, czy już wytropiłeś swoją pasję?

Pozdrawiam patriotycznie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl

 

Znaczenie wolontariatu

Drogi Czytelniku,
w środę 16 września 2015 r. byłem uczestnikiem gali Fundacji Banku Zachodniego WBK podsumowującej II edycję konkursu grantowego „Tu mieszkam, tu zmieniam”.

Gala BZ WBK-1Stało się tak, ponieważ Stowarzyszenie Nasze Łomianki, któremu prezesuję w kadencji 2015-2016, zdobyło z tej fundacji dofinansowanie projektu „WYRWANE Z OBJĘĆ PUSZCZY – Renowacja nagrobków na cmentarzu kolonistów w Puszczy Kampinoskiej”,

Natomiast na gali można było poznać nie tylko laureatów, jak nasze Stowarzyszenie, lecz w kuluarach wymienić się doświadczeniami z przedstawicielami innych organizacji. A było z kim, co pokazuje wspólne zdjęcie poniżej. Jestem na nim gdzieś tak 150 od lewej lub prawej strony – w ostatnim rzędzie.

Gala BZ WBK-2-2Jednak dla mnie najważniejsze było wystąpienie Prezesa Zarządu Banku Zachodniego WBK S.A. Mateusza Morawieckiego. To ten pan w niebieskim garniturze pierwszy z prawej strony. Kojarzyłem jego nazwisko z powodu Kornela Morawieckiego z Solidarności Walczącej. To nie moja bajka ideologiczna, lecz swego czasu było o tym odłamie Solidarności głośno. Nie wiedziałem, że pan Mateusz, z którym miałem okazję chwilę porozmawiać, to jego syn. Rzekłbym, że to swego rodzaju paradoks.

Wracając do wystąpienia pana prezesa, powiedział on znamienne – przynajmniej dla mnie – słowa: „Gdy przeglądam czyjeś cv, w pierwszej kolejności patrzę, czy osoba starająca się o posadę w banku ma doświadczenie jako wolontariusz. Jeśli nie, aplikacja idzie do kosza. Ludzi z dyplomami jest pełno, umiejących działać w zespole jako wolontariusze, nader mało. Dla mnie to najcenniejszy rodzaj pracownika, jeśli potrafi zangażować się jako ochotnik”.

Piszę Ci o tym, bo być może dziwisz się, dlaczego kolejny raz Twoje cv zostało odrzucone. Z pewnością jednym z powodów może być Twój brak doświadczeń z wolontariatem. Teraz jest na to wręcz moda, że pracodawcy zwracają baczną uwagę na Twoje doświadczenia jako działacza np. w harcerstwie, organizacji pożytku publicznego lub każdej innej, jak choćby członek Stowarzyszenie Nasze Łomianki.

Jako przykład niech posłuży również nasz klub Toastmasters Leaders. Wiele osób znalazło pracę lub polepszyło zajmowane stanowisko, bo mieli możliwość wykazać się doświadczeniem na ścieżce liderskiej w tej organizacji. Zapewne również umiejętność wystąpień publicznych była w ich przypadku nie do przecenienia.

Weź więc pod uwagę, że znaczenie wolontariatu rośnie nie tylko jako wkład do działań społecznych, lecz także jako najważniejszy punkt w staraniach o pracę. Daj sobie szansę!

Pozdrawiam woluntarystycznie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl

 

 

 

Podarek

Drogi Czytelniku,
jestem związany z warszawskim klubem Toastmasters Leaders od początku jego istnienia, czyli od 20. kwietnia 2011 r. Przeżyłem w nim piękne chwile i kilkoro prezesów. I oto ostatni z nich Maciej Kietliński, którego kadencja właśnie dzisiaj dobiegła końca, niespodziewanie na ostatnim spotkaniu obdarzył prezentami mnie i Monikę Kowalik – jedną z poprzednich prezesek.

Maciek Kietliński-1Maciek na każdym kroku podkreśla, że przydały mu się moje uwagi, żeby stał się znakomitym mówcą. Owszem, ma on do tej roli dryg. Jednocześnie jednak  cały czas pracuje nad swoim warsztatem mówcy i słucha podpowiedzi, co można zrobić jeszcze lepiej. A Monika potrafi „podpowiedzieć”!

Przez tyle lat pobytu w klubie Toastmaster widziałem niejeden talent, nawet niejednokrotnie większy od Maćka. A jednak tym ludziom brakło wytrwałości i już ich nie ma w naszej organizacji. Szkoda! Niestety, prawdopodobnie bezpowrotnie zmarnowali swój talent do przemawiania. W przeciwieństwie do Maćka, który nie tylko jest świetnym mówcą, lecz także znakomitością w ocenie mów wygłaszanych przez inne osoby.

Dedykacja od Maćka-01Wróćmy do otrzymanego podarka. Jest nim książka Briana Tracy’ego pt. „Jak przewodzą najlepsi liderzy”. Dla mnie to wielki zaszczyt otrzymać właśnie taki bestseller. Zdaję sobie bowiem sprawę z przykrego faktu, że daleko mi jeszcze do dobrego lidera.

Owszem, usilnie nad tym pracuję i widzę pewne postępy. Niemniej w tej dziedzinie daleka droga przede mną. Za to rozwijam znacznie szybciej swoje umiejętności inspiratora, mentora i człowieka dodającego innym otuchy.

Dedykacja znajdująca się w książce wskazuje, że właśnie te moje kompetencje zostały wysoko ocenione przez obecnego prezesa.

Maćku, dziękuję i życzę Ci dalszych osiągnięć. Zasługujesz na nie.

Pozdrawiam z wdzięcznością,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl

W pogoni za trofeum

Drogi Czytelniku,
właśnie dzisiaj nadeszła do mnie przesyłka z USA. Zawierała ona cenny dla mnie certyfikat organizacji Toastmasters, a mianowicie tytuł  ACS (Advanced Communicator Silver), czyli Zaawansowany Srebrny Mówca. Najwyższym jest ACG, czyli Zaawansowany Złoty Mówca. Jak widzisz, znacznie zbliżyłem się do jego zdobycia.

ACS-1Uzyskanie ACS zajęło mi prawie cztery lata. Nie jest to może rewelacyjny wynik, bo z pewnością można taki tytuł zdobyć szybciej. Jednak dla mnie o wiele ważniejszą sprawą jest być coraz lepszym mówcą. Certyfikat jest tylko tego pokłosiem, a nie odwrotnie. Niemniej zdobycie go bardzo mnie cieszy.

To prawda, że w naszym warszawskim klubie Toastmasters Leaders jestem pierwszą osobą, która go uzyskała. Ten przykład dosadnie ukazuje, że jak w przypadku każdego sukcesu liczy się przede wszystkim wytrwałość, a nie wyjątkowe zdolności.

Przez te kilka lat przewinęło się przez klub wielu fantastycznych kandydatów na znakomitych mówców. Mieli prawie wszystko, co potrzeba, aby dobrze przemawiać: doskonałe warunki fizyczne, tembr i siłę głosu, doświadczenie, wiedzę, empatię, pewność siebie na scenie. Brakło im tylko jednego: motywacji, żeby wytrwać.

W rezultacie to ja cieszę się takim tytułem i wraz ze mną członkowie naszego klubu, a nie oni. Wielka szkoda, że tak się stało, bo gdyby wytrwali, byłoby to z korzyścią dla nich i dla nas, aby czerpać z najlepszych wzorców.

Bo widzisz, w życiu tak już jest, że zwycięstwa odnoszą ci, którzy najbardziej w nie wierzą i najdłużej. Wciąż wierzę, że coraz więcej ludzi będzie chciało się dowiedzieć, co mam do powiedzenia. Skoro tak, to muszę być do tej sytuacji przygotowany. Moim marzeniem jest przemówić kiedyś do widowni liczącej 3000 osób. Na pewno się to spełni, bo konsekwentnie do tego dążę.

Na razie są mniejsze audytoria. Za to z niezwykle wspaniałą publiką. We czwartek 26.02.2015 r. byłem jako gość specjalny w klubie Toastmasters WordBusters na Politechnice Gdańskiej. Zaprosili mnie, bo temat spotkania brzmiał „Masz wybór”.

Jak wiesz, tytuł mojej książki to Przywilej wyboru. Jedno z drugim dobrze się więc uzupełniało. Na spotkanie przyszło 56 osób. Aplauz, który mi zrobili na stojąco po godzinnej prelekcji o tym, co mi dał Toastmasters, przeszedł wszelkie oczekiwania. Warto było tam pojechać.

Pozdrawiam, życząc wytrwałości
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl

 

Współzawodnictwo

Drogi Czytelniku,
czy przypominasz sobie, kiedy ostatnio ubiegałeś się o pierwszeństwo w jakiś zawodach? Owszem, już sam udział w takim przedsięwzięciu jest bardzo ważny. Jednak zawsze warto myśleć o zdobyciu czołowego miejsca. Niewątpliwie wtedy bardziej się przykładasz do takiego współzawodnictwa.

W naszej organizacji Toastmasters wrzesień upłynął na konkursach. To jest czas, kiedy potykamy się w dwóch kategoriach: mowy humorystyczne i odpowiedzi na Gorące Pytanie, czyli krótkie improwizowane wypowiedzi. Najpierw na szczeblu klubu,  potem na poziomie rejonu, czyli Area J2 w Warszawie, aż w końcu finał ogólnopolski w Lublinie.

Jak widzisz, jest tu tak samo jak w każdych przyzwoitych zawodach. Najpierw są eliminacje, a później coraz bliżej do ostatecznej rozgrywki – nawet na szczeblu europejskim.  Konkursy odbywają się w czterech językach:  polskim, angielskim, niemieckim i francuskim.

Szczególnie ostra walka toczy się w klubach. Tutaj tylko jedna osoba może reprezentować klub w danej kategorii i języku.

W mowach humorystycznych przegrałem z kolegą Leszkiem Hryczukiem. To jest człowiek tryskający humorem, więc my, pozostali uczestnicy konkursu byliśmy praktycznie bez szans. Leszek jest doświadczonym mówcą, zawsze rzetelnie przygotowanym. Swoimi mowami humorystycznymi po polsku i angielsku doszedł do finału w Lublinie. Oj będzie tam śmiesznie i ciekawie 18 i 19 października tego roku.

Zrewanżowałem się Leszkowi w konkursie odpowiedzi na Gorące Pytania. Tutaj ja reprezentowałem nasz klub Toastmasters Leaders na półfinale w Warszawie 27.09.2014 r. Ostatecznie zająłem w nim 2 miejsce, też premiowane wyjazdem do Lublina.

2014-09-27 Warszawa-1Przegrałem tylko z Jarkiem Kuderem (drugi od prawej). To znakomity mówca. Jakby nie było, aktualny Mistrz Polski w wystąpieniach publicznych.

Niestety, do rewanżu w tym roku nie dojdzie. Pechowo nie mogę w ww. terminie być w Lublinie. A byłoby takie wspaniałe dalsze współzawodnictwo.

Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl

 

 

 

Stan gotowości

Drogi Czytelniku,
przydarzyła mi się ostatnio pouczająca przygoda. Był to konkurs  mów inspirujących naszego klubu Toastmasters Leaders. Bardzo chciałem wziąć w nim udział, jednak miał się on odbyć dopiero 26.03.2014 r. Ten zaś termin miałem wcześniej zarezerwowany na moją obecność w Domu Kultury ZACISZE.

Gdy zaczęły się rysować nadzieje, że swoje publiczne wystąpienie będę miał parę dni później, rozpocząłem pracę nad mową konkursową. Komuś, kto nigdy tego nie robił, może się wydawać, że do mowy, która trwa 5-7 minut, wystarczy „godzinka” przygotowań. Nic bardziej błędnego.

Zazwyczaj jest tak, że im mowa krótsza, tym jest trudniejsza do przygotowania. Kiedyś zapytano premiera Winstona Churchilla, nota bene znakomitego mówcę, ile potrzebuje czasu na godzinne przemówienie. Odpowiedział, że parę minut.  Dociekliwy rozmówca zapytał więc, jak długo zajmą mu przygotowania na pięciominutowe wystąpienie. Na to Churchill odrzekł, że to dużo poważniejsze zadanie, a więc potrzebuje co najmniej kilka dni.

Dlaczego tak się dzieje? Otóż w krótkim przemówieniu należy być szczególnie precyzyjnym w wyrażaniu swoich myśli. Często pojedyncze słowa decydują o jakości samej mowy. Jeśli na dodatek ma to być mowa inspirująca, zadanie staje się tym trudniejsze. Trudno  w tak krótkim czasie porwać i przekonać publiczność, a zwłaszcza sędziów do swoich tez. Poza tym to jest konkurs, a więc każdy z mówców stara się czymś przed nimi wyróżnić.

Uważam, że taką mowę mówca musi sobie napisać. Przynajmniej ja tak robię. Z tego względu zachęcam też tych członków naszego klubu, gdy zwracają się do mnie o poradę, aby czynili podobnie i też napisali swoją mowę.

Dzięki temu odniosą dwie korzyści. Po pierwsze, dokładnie wiedzą, jak długo ona potrwa, bo mogą zliczyć słowa i znaki. Po drugie, na gotowym tekście łatwiej nanieść poprawki niż tylko wszystko pamiętać w myślach. Pamięć ludzka jest zawodna. To jest tylko moja rada.

Wiem, że są ludzie tak uzdolnieni do przemawiania, że mogą sobie pozwolić na improwizację. Ja mimo wszystko wolę uzyskiwać kolejne, udoskonalone wersje pisemne swojego wystąpienia.

Kilka dni przed datą konkursu miałem gotowe zręby swojego przemówienia. Liczyło ono około 650 słów. Trochę za dużo, żeby zmieścić się bezpiecznie w regulaminowym czasie wystąpienia. Niemniej wstępny materiał na konkurs powstał.

Loguję się na odpowiedniej witrynie, a tam informacja, że lista uczestników zamknięta z powodu olbrzymiego zainteresowania. Ponoć były wcześniej na ten temat rozsyłane informacje.  Nic takiego do mnie nie dotarło. Przecież gdybym wiedział o takich ograniczeniach, zapisałbym się w ciemno.

Co tu dużo mówić, ogarnął mnie smutek. Mowa na konkursie zawsze daje dużo różnorakiego doświadczenia. Do tej pory brałem udział w klubie prawie we wszystkich takich konkursach. Tym razem byłem wykluczony odgórnie.

Mimo to poprawiałem wciąż swoją mowę. Przychodziły mi nowe pomysły, jak ją ulepszyć. Przyjąłem założenie, że w najgorszym przypadku wygłoszę ją za rok lub wcześniej przy innej okazji.

Oczywiście intensywność przygotowań znacznie spadła. Brakowało pełnej motywacji. Wszak w konkursie miałem nie brać udziału z przyczyn formalnych. Jednak wiara, że będę przemawiał, wciąż się tliła.

Nagle po południu dzień przed konkursem dostaję telefon, że ktoś zrezygnował i zwolniło się miejsce na liście mówców. Akurat byłem poza Łomiankami bez laptopa i kartek z notatkami mojej mowy. Dojechałem do domu późno wieczorem.

Na szczęście jeszcze zdążyłem wysłać 2 maile – do konsultacji prze znakomite mówczynie – z proponowanym przeze mnie tekstem. Dostałem od nich odpowiedzi na czas, żeby wprowadzić niezbędne poprawki. Kilka godzin przed losowaniem kolejności występowania, miałem ostateczny tekst na konkurs.

Dla mnie to było mimo wszystko zbyt mało czasu. Oceniałem swój stan przygotowań konkursowych na jakieś 80%. Jednak epilog zdarzenia był pomyślny. Jestem jednym z dwóch reprezentantów naszego klubu. Przeszedłem z Leszkiem do dalszej rundy! Z pewnością w następnym etapie konkursu, tym razem na szczeblu Mazowsza, wystąpię jeszcze lepiej.

Analizując, dlaczego tak się stało, z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że był to wynik podjętych wcześniej przygotowań. Gdybym zaniedbał proces myślenia, co wartościowego powiedzieć słuchaczom, gdybym nie miał kolejnych, pisemnych wersji swojej mowy, gdybym zupełnie zaniechał przygotowań i przestał wierzyć, że może stać się jakaś korzystna dla mnie sytuacja, na pewno mój występ zakończyłby się całkowitą klapą.

Tymczasem pielęgnowany przeze mnie stan gotowości do wygłoszenia mowy zaprocentował – co by nie mówić – sukcesem. Byłem w stanie wygłosić taką, która znalazła uznanie u sędziów. Myślę również po otrzymanych gratulacjach, że podobała się też znacznej części publiczności. Gwoli ścisłości podaję, że nagrodę publiczności – moim zdaniem zasłużenie – zdobyła Marzena. Ciekaw jestem, jak mi pójdzie ta mowa 13.04.2014 r., gdy wykonam wobec niej pełny cykl przygotowań do jej wygłoszenia.

Trzymaj za mnie kciuki! A najlepiej przyjdź na Konkurs Mów i Ewaluacji Obszaru M5. To wielkie wydarzenie Toastmasters odbędzie się w niedzielę 13.04.2014 w godzinach 12:00 – 16:00 w Warszawie na Uczelni Łazarskiego na ul. Świeradowskiej 43 w Sektorze D w auli nr 38 na I piętrze.

Pozdrawiam, zachęcając do bycia w stanie gotowości do działań,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl

 

Toastmasters Leaders

Drogi Czytelniku,
właśnie minęła pierwsza rocznica działalności naszego klubu Toastmasters Leaders. Powstał on 20.04.2011 r. z inicjatywy niestrudzonego inspiratora i jednocześnie naszego umiłowanego prezesa klubu Grzegorza Turniaka. Pretekstem były urodziny Artura Sójki, które przypadają akurat na ten dzień kwietnia.

Przez ten czas przewinęło się przez nasz klub grubo ponad sto osób. Ponad pięćdziesiąt zostało jego członkiniami i członkami przynajmniej przez pół roku. Wyłoniło się co najmniej kilkanaście fantastycznych mówców. Tak na marginesie, staramy się w Toastmasters Leaders używać form żeńskich, lecz mimo to słowo mówczyń w poprzednim zdaniu jakoś mi nie pasuje. Pozostanę więc tylko ogólnie przy mówcach mając na względzie również płeć piękną.

Możesz się zastanawiać, skąd tylu ludzi interesuje się naszym klubem. Sprawa wydaje mi się prosta: wiele osób chce doskonalić swoje umiejętności w komunikowaniu się. Na pewno odgrywa też rolę konieczność publicznego przemawiania na posiedzeniach w firmie, przy prezentacjach biznesowych, czy wszędzie tam, gdzie wypada zabrać głos.

Pierwszy klub Toastmasters powstał w 1924 r. w Stanach Zjednoczonych, więc idea liczy już prawie dziewięćdziesiąt lat. Oczywiście byłoby wspaniale, gdyby zainteresowało się nią jeszcze więcej osób. Gdy już wiesz, jakie są zasady używania głosu i wyrażania myśli, szlag Cie trafia, gdy słyszysz wokół tyle błędów. Niestety, również nagminnie w radiu i telewizji, które powinny stanowić wzorzec posługiwania się językiem.

Jest wiele innych metod, aby nauczyć się prawidłowo przemawiać. Są przecież kursy – i to za ciężkie pieniądze – nauki publicznego przemawiania. Jednak umiejętność przemawiania to żmudny proces trwający latami. Trudno ją posiąść przez weekend, a rezultaty są opłakane. Dlatego zupełnie inaczej wygląda edukacja w Toastmasters Leaders. Cotygodniowe spotkania klubu dają możliwość regularnego podnoszenia umiejętności i utrwalanie nowych nawyków.

Tym razem mam dla Ciebie niespodziankę wizualną. Dzięki Anecie Kicman, specjalizującej się w fotografii ślubnej i prywatnej, możesz zobaczyć kilka ujęć z naszej rocznicowej imprezy w yerbaciarni Terere. A skoro rocznica, więc musi być jubileuszowy tort i uroczyste gaszenie świeczki.

Pierwszorocznicową uroczystość zaszczyciła swoją obecnością Milena Paluchowska, znakomita mówczyni (Ha, jednak można dać formę żeńską) i nowa gubernator (Ha, jednak nie wypada dać formy żeńskiej gubernatorka) naszego okręgu ciągnącego się od Wschodnich Niemiec.

Też miałem swoje pięć minut i wygłosiłem mowę okolicznościową z okazji 20 kwietnia.

Pomyśleć, że cztery lata temu byłem po raz pierwszy i ostatni na spotkaniu w jednym z warszawskich klubów Toastmasters. Od razu zrezygnowałem, bo wydawało mi się, że jestem zbyt kiepski, aby nauczyć się przemawiać. A teraz proszę, lepiej czy gorzej, ale występuję.

Może i Ty się wahasz, bo tak jak ja wtedy nie wierzysz w siebie. Z własnego doświadczenia wiem, że warto przełamać własne opory i skorzystać z wieloletnich doświadczeń Toastmasters. Dosłownie na tacy masz podane wskazówki, co masz robić i krok po kroku stajesz się coraz lepszym mówcą. W obecnych czasach to niezwykle potrzebna umiejętność. Choćby po to, aby złożyć życzenia swojemu prezesowi, jak mnie było dane to zrobić naszemu w imieniu klubowiczów.

Jubileuszową uroczystość zakończyło wręczenie dyplomów Zarządowi Klubu. Na zdjęciu od lewej: Paweł Bronikowski (główny organizator rocznicy), Artur Sójka (wiceprezes ds. członkowskich), Grzegorz Turniak (prezes), Jerzy Gzula (wiceprezes ds. edukacji).

Zachęcam Cię gorąco, abyś sam sprawdził ideę Toastmasters i zajrzał w którąś środę wieczorem do Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej, gdzie mamy swoje zajęcia. Zawsze spotkasz tam wiele ciekawych osób, również Anetę Kicman, które chcą podnieść swoje umiejętności w zakresie komunikacji międzyludzkiej i ot tak po ludzku pogadać.

Pozdrawiam serdecznie i zapraszam,
Jerzy
www.jekos.pl