Archiwum kategorii ‘Rozważania’

Rodzina priorytetem w karierze

czwartek, 30 Czerwiec 2011

Drogi Czytelniku,
uczestniczyłem dzisiaj w siedzibie PKPP Lewiatan w niezwykle ciekawym spotkaniu  zorganizowanym przez klub THINKTANK, na którym pani Zofia Dzik mówiła o umiejętności pogodzenia życia zawodowego z rodzinnym. Z pewnością jest to osoba, która ma dużo do powiedzenia w tej kwestii, bo kilkanaście lat przepracowała z pasją w korporacjach. Ostatnio była prezesem  Towarzystwa Ubezpieczeń Link4, a teraz jest członkiem jego Rady Nadzorczej.

Od paru miesięcy realizuje własny projekt, o którym myślała od 6 lat. To założona przez nią i Jolantę Jakóbczyk Fundacja Humanites, której jest prezesem. Misją tej organizacji jest pomóc rodzicom i dzieciom odnaleźć się we współczesnym zwariowanym świecie.

W swoim wystąpieniu pani Prezes poruszyła na początku kluczową sprawę związaną z rodziną. Otóż spoiwem jej nie powinny być dzieci, jak się powszechnie uważa, lecz wspaniałe relacje między małżonkami. Z logicznego punktu widzenia to niezwykle ważny postulat, bo przecież dzieci kiedyś „wyfruną” z domu, a założyciele rodziny muszą żyć dalej ze sobą. Tymczasem wiele kobiet zachłystuje się swoimi dziećmi, a partner idzie w odstawkę na dalszy plan.

Odwrotnie bywa też. Często mąż jako menedżer wysokiego szczebla jest kilka razy w tygodniu na służbowym lunchu lub wystawnym obiedzie, a nie umie zaprosić żony do restauracji chociaż raz w miesiącu. Ba, bywa też, że woli popieścić się z psem niż z nią. W rezultacie pies staje się coraz bardziej zachwycony swoim panem, a u żony pogłębia się frustracja!

Dlatego zdaniem pani Prezes tak ważną sprawą jest wewnętrzny rozwój każdego z partnerów. Bardzo trudno utrzymać rodzinę jako całość, gdy tylko jedno z rodziców nabiera nowych umiejętności do pokonywania pojawiających się problemów związanych z ewolucją związku i dorastaniem dzieci. Pomocą dla nich jest utworzony przez fundację portal Mam Rodzinę. To też jedno z marzeń zrealizowanych przez nią.

Pani Prezes uważa, że mimo pracy, która wymaga najczęściej około 10 godzin dziennie „siedzenia” w firmie, można w miarę dobrze funkcjonować w rodzinie. Owszem, pozostają wtedy dla niej tylko 2-3 godziny, ale można je intensywnie wykorzystać na budowę głębokich relacji z bliskimi. Tak naprawdę to kwestia priorytetów i czy umiesz tak samo zaangażować się w sprawy rodziny jak w życie korporacji.

Odrębnym tematem pozostaje zrozumienie przez kierownictwo firmy wpływu prawidłowego funkcjonowania rodziny na wydajną pracę personelu. Pani prezes przytaczała skandaliczne przypadki, gdy prezesi zamiast kończyć pracę 0koło 18 potrafili wynajmować miejsca w hotelu, żeby siedzieć miesiącami w robocie do 2 w nocy zamiast jechać do domu pod Warszawę i – co gorsza – wymagali takich samych zachowań od podwładnych. Czyż to nie chore?

Dla malkontentów dodam, że Zofia Dzik jest matką trójki chłopaków. Z pewnością nie było jej łatwo zachować równowagę między życiem prywatnym, dbałością o rodzinę i koncentrowaniem się na sprawach firm, którymi kierowała. Tym bardziej że jej mąż pracuje w firmie konsultingowej i mieli wiele okazji, aby w domu się nie spotykać. W końcu zaczęli stawać się obcymi sobie ludźmi, bo przestali umieć ze sobą rozmawiać. Ten kryzys stał się dla niej powodem ograniczenia obowiązków zawodowych oraz wypracowania równowagi między pracą a życiem rodzinnym i jednocześnie początkiem realizacji nowego wyzwania, jakim jest Fundacja Humanites.

A czy dla Ciebie kariera jest ważniejsza niż budowanie zdrowych i głębokich relacji w rodzinie? Czy określiłeś swoje priorytety, aby w momencie kryzysu – jak u pani Prezes – umieć wybrać właściwą drogę odbudowania więzi z najbliższymi? Jaką strategię chcesz przyjąć w budowie swojego szczęścia osobistego?

Pytam o te sprawy, abyś określił już teraz, a nie dopiero w obliczu kryzysu, na ile rodzina jest dla Ciebie ważnym priorytetem, by uznać ją za równie ważną bądź nawet ważniejszą niż kariera zawodowa. Skorzystaj z przemyśleń pani prezes Zofii Dzik, które tu przedstawiłem. W miarę swoich możliwości wspomóż działania jej fundacji. A może już teraz zdecydujesz się wziąć udział 27.10.2011 r. w organizowanej przez nią II Konferencji „Sukces w pracy=Sukces w rodzinie?„. Tytuł mówi sam za siebie.

Cóż, warto w powyższej kwestii znać przestrogę Davida O. McKaya: „Żaden sukces nie jest w stanie zrekompensować porażki w domu„.

Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.jekos.pl

 

Istota miłości w małżeństwie

sobota, 25 Czerwiec 2011

Drogi Czytelniku,
ciekaw jestem, czym dla Ciebie jest miłość w małżeństwie i jak Ty podchodzisz do tego tematu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że seks z pewnością stanowi integralny element życia małżeńskiego, bo nieskonsumowane pod tym względem małżeństwo uznaje się za nieważne. Niemniej z czasem atrakcyjność fizyczna przemija, a mimo to długoletni małżonkowie potrafią wciąż być sobą zafascynowani. Na czym polega ten fenomen?

Moim zdaniem, aby go zrozumieć, trzeba sobie szczerze odpowiedzieć na pytanie, z jakiego budulca tworzy się nasza miłość. Co to jest w Twoim przypadku? Dopóki brakuje Ci odpowiedzi na to ważne pytanie, wciąż tylko będziesz myślał o seksie w nadziei, że on załatwi wszystkie inne problemy. W rezultacie będzie to tylko przejściowe zauroczenie drugą osobą, a nie głębokie i trwałe uczucie.

Owszem, jak zauważył Honoriusz Balzak reprezentując męski punkt widzenia: „Żona jest dla młodego mężczyzny kochanką, dla dojrzałego towarzyszką, a dla starego  pielęgniarką. Zatem w każdym wieku jest pretekst, aby się ożenić.”, ale przecież szczęśliwe małżeństwo to nie tylko sam akt zaślubin. Tak jest tylko w bajkach, gdzie było huczne wesele królewicza i królewny, po którym żyli długo i szczęśliwie. W realnym życiu jest odwrotnie. Niestety, w wielu przypadkach dopiero wtedy – po podpisaniu stosownego aktu – zaczynamy sobie uświadamiać, w co się wpakowaliśmy.

Im szybciej zrozumiesz, że to, co jest po ślubie, stanowi inną rzeczywistość, niż była przed nim, tym bardziej zaczniesz poczuwać odpowiedzialność za swoje małżeństwo. Bowiem teraz odpowiadasz nie tylko za siebie, ale też za swoją drugą ukochaną osobę, a potem jeszcze za wasze dzieci, a czasami też rodziców, czyli całą rodzinę. Poza tym w małżeństwie tracisz trochę niezależności, bo musisz zrezygnować z niektórych swoich zajęć, przyzwyczajeń, a nawet kompanów do towarzystwa. Z pewnością takiego „poświęcenia” nie brałeś pod uwagę przed ślubem.

A potem jako owoc waszej miłości rodzi się pierwsze dziecko. Zaczynają się nieprzespane noce dla Ciebie i żony z powodu jego płaczu wywołanego przez kolki, rosnące ząbki, grymasy, żądanie cyca bądź inne przypadłości. Potem dziecku trzeba poświęcać coraz więcej czasu, bo śpi coraz krócej. Do tego dochodzą obowiązki małżeńskie, prace domowe, życie towarzyskie, zajęcia zawodowe bądź inne i w końcu doby nie starcza. Brakuje czasu na odpoczynek, refleksje, rozwój osobisty, więc rodzą się wzajemne żale. Potem może być następne dziecko i problemy rosną – że o kwestiach finansowych nie wspomnę.

W tej sytuacji jedynym ratunkiem jest wzajemne zakochanie. To stan długotrwałej miłość między Tobą i tą ukochana osobą, którą lubisz ponad wszystko, podziwiasz ją. Można rzec, fascynujesz się nią i to niezależnie od okoliczności, które się trafiają. Jeśli takiego stanu nie ma w małżeństwie, to ono szybko runie, bo braknie w nim siły napędowej i wygrają z nim bolączki dnia codziennego.

Dlatego musisz robić wszystko, aby nie wpaść w rutynę, bo ona zabije każdy związek. Nie możesz spocząć na laurach, bo wciąż Twoim celem jest doskonalić się w roli członka rodziny. Owszem, w wielu przypadkach jest trudno doprowadzić do małżeństwa. Chociaż w tej dziedzinie zazwyczaj znajdujemy dość siły i wytrwałości. Gorzej jest z jego utrzymaniem, bo jakoś się już mniej do tego przykładamy. Tymczasem właśnie wtedy spadają na nas nowe wyzwania i im trzeba stawić czoła.

Jednym słowem, jakość małżeństwa jest Twoim wyborem. Możesz je wieść byle jak i wciąż narzekać, że życie kładzie Ci kłody pod nogi bądź stworzyć sobie wspaniałe małżeństwo, z którego będziesz dumny, bo dzięki niemu stałeś się lepszym człowiekiem. Na tym polega istota miłości w małżeństwie, że dzięki zakochaniu wpływacie na siebie nawzajem doskonaląc swoje talenty, umiejętności, wiedzę, relacje międzyludzkie, wzajemny szacunek itp. Każde małżeństwo ma tutaj swoje wybrane obszary.

Człowiek jest tak skonstruowany, że niezależnie jaka rola mu przypada, chce w niej się zrealizować. Tak jest też z małżeństwem, gdzie też potrzebujesz samorealizacji. Teraz gdy o tym wiesz, zacznij z większym zrozumieniem budować wytrwale swój związek z ukochaną osobą, a poziom zadowolenia z osiągniętych rezultatów z pewnością Cię zadziwi.

Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.jekos.pl

 

 

Honoriusz Balzak reprezentując męski punkt widzenia w tej kwestii użył mniej więcej takich słów: „Żona jest dla młodego mężczyzny kochanką, dla dojrzałego towarzyszką, a dla starego pielęgniarką. Zatem w każdym wieku jest pretekst, aby się ożenić.”.

Rocznica ślubu

wtorek, 31 Maj 2011

Drogi Czytelniku,
właśnie minęła 23 rocznica naszego ślubu. Dlatego też powziąłem decyzję, aby parę najbliższych wpisów na blogu dotyczyło spraw udanego małżeństwa.  Co tu dużo mówić. Odczuwam satysfakcję, że moje małżeństwo jest szczęśliwe, więc chcę abyśmy wspólnie przeanalizowali, jakie są tego przyczyny. Może niektóre doświadczenia zechcesz zastosować u siebie?

Przecież udane małżeństwo to nie przypadek, jak się powszechnie sądzi. To wynik działań podjętych przed i po ślubie, aby zminimalizować ryzyko kryzysu.  Jednym słowem, trzeba na taki sukces zapracować, aby po latach z satysfakcją mówić, że jesteśmy w naszym małżeństwie szczęśliwi.

W poprzednim wpisie pytałem Cię o Twoje nadrzędne wartości. Być może zaliczysz do nich udane małżeństwo. W każdym bądź razie zarówno ja jak i moja Żona nadaliśmy mu w naszym życiu bardzo wysoką rangę. W hierarchii wartości stało się ono jednym z najważniejszych celów życiowych. Przetrwało ono mimo wielu braków na starcie i negatywnej opinii otoczenia, że nam się też nie uda. Ba, zaryzykuję twierdzenie, że nasze małżeństwo jest coraz lepsze.

Owszem, brakowało nam wielu atrybutów przydatnych młodemu małżeństwu: własnego mieszkania, niezależności finansowej, dobrej pracy, wpływowych popleczników, umiejętności towarzyskich itp. Ale z drugiej strony, od początku decydowaliśmy sami, jak ma wyglądać nasze życie. Najczęściej tzw. wpływowe nurty rodzinne nie akceptowały naszych zachowań.

Szokiem było to, że nasze wesele odbyło się przy ognisku. Jednak w nosie miałem to, że część rodziny je zbojkotowała. Ważne, że nasi goście w majową noc bawili się do białego rana na świeżym powietrzu. A swary rodzinne z czasem ucichły, bo nie byliśmy na ich pasku zależności.

Takie były nasze początki małżeńskie. Ty też masz od początku wybór i możesz zadecydować o jakości swojego małżeństwa. Oczywiście, skoro bierzesz za nie pełną odpowiedzialność, licz się z tym, że tylko Ty poniesiesz za nie wszystkie konsekwencje.

A jak wygląda teraz Twoje małżeństwo? O czym po latach możesz z uśmiechem wspominać, gdy nadeszła rocznica ślubu? Co Twoim zdaniem warto w nim poprawić?  Pytam, bo z pewnością odczujesz ogromną satysfakcję, gdy Twój związek stanie się jeszcze lepszy.

Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.jekos.pl

 

Jakie są Twoje wartości?

sobota, 30 Kwiecień 2011

Drogi Czytelniku,
już jutro przeżyjemy beatyfikację naszego Wielkiego Papieża Jana Pawła II. Gdy Go ujrzałem i usłyszałem po raz pierwszy 2 czerwca 1979 r. na Placu Zwycięstwa (teraz Pl. Piłsudskiego) w Warszawie byłem pewien, że to niezwykły Człowiek wyznający tak podstawowe wartości jak wiara, nadzieja i miłość. Zaświadczał o tym przez cały czas pontyfikatu i również wcześniej.

Niestety, odnoszę wrażenie, że teraz oddziaływanie nowego Błogosławionego jest coraz mniejsze. Słuchaliśmy Go, gdy żył. Ale żeby wcielać w życie to, o czym nauczał, gdy umarł, jest dla nas zbyt trudne. Uważam jednak, że bardzo trudno będzie Ci zachować równowagę w życiu, gdy zagubisz się i przestaniesz wiedzieć, co dla Ciebie jest ważne.

Zastanawiałeś się, co to może być w Twoim przypadku: relacje rodzinne, praca zaspokajająca ambicje, wyjątkowy biznes, służba innym, żarliwa wiara, miłość, ekologia, kasa, uczciwość, przyjaźń, honor bądź coś jeszcze innego?

Dlatego właśnie dzisiaj pytam Cię o Twoje nadrzędne wartości? Może jesteś zaskoczony tym pytaniem? Widzisz, kwestie wartości – niezależnie, czy o nich wiesz lub nie – mają dla Ciebie zasadnicze znaczenie. Dają Ci poczucie sensu życia. Decydują o tym, kim jesteś lub – co ważniejsze – kim możesz się stać!

Jeśli ich nie poznasz, prawdopodobnie przegrasz swoje życie, bo braknie Ci motywacji, pasji lub wytrwałości w działaniach. Ponadto odczuwasz wielki wewnętrzny dyskomfort, gdy zdajesz sobie coraz bardziej sprawę, że kierunek Twojego życia jest niezgodny z tym, co dla Ciebie jest tak istotne lub – co gorsza – inne niż nauczał Jan Paweł II.

Określ zatem, co dla Ciebie liczy się najbardziej. Odpowiedz, czemu przypisujesz największe znaczenie. Ustal, co stawiasz najwyżej w swoim życiu? Sprawdź, na ile Twoje wybory etyczne są zbieżne z tym, czego nauczał nas Papież.

Dlaczego pytanie o nadrzędne wartości jest takie ważne? Bo życie w zgodzie z nimi daje Ci siłę i spokój wewnętrzny. Określa Twoje poczucie satysfakcji z życia. A bycie szczęśliwym, wartościowym i szanowanym człowiekiem to najwspanialsza z nagród. I właśnie zdobycia takiej nagrody Ci życzę.

Swoją homilię na Pl. Zwycięstwa Papież zakończył słowami: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”. Uważam, że tak samo może być z Twoim życiem. Też możesz je znacząco poprawić lub – używając słów Papieża – odnowić, gdy z powrotem sięgniesz do swoich nadrzędnych wartości zgodnych z Jego nauką.

Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.jekos.pl

 

Zastanawiałeś się, co to może być w Twoim przypadku: relacje rodzinne, praca zaspokajająca ambicje, wyjątkowy biznes, służba innym, żarliwa wiara, miłość, ekologia, kasa, uczciwość, przyjaźń, honor bądź coś jeszcze innego?

Marcin

sobota, 19 Luty 2011

Drogi Czytelniku,
w ostatni czwartek pożegnaliśmy na warszawskich Powązkach naszego kolegę Marcina Buczkowskiego. To strasznie przykre, gdy w wieku zaledwie 34 lat umiera tak wartościowy człowiek jak On. Nie miał szans, bo zaatakowała go bezlitosna choroba. Po jej wykryciu lekarze dawali Mu co najwyżej kilkanaście tygodni życia. Jednak Marcin niezłomnie z nią walczył i przeżył jeszcze kilkanaście miesięcy do końca pozostając troskliwym ojcem swoich 2 córeczek, wspaniałym mężem Joanny i nietuzinkowym prezesem giełdowej spółki – że o koleżeństwie dla znajomych nie wspomnę.

Poznaliśmy się prawie 10 lat temu, gdy pracowałem w Nafcie Polskiej SA. On tam już był parę miesięcy wcześniej. Potem został członkiem Zarządu Zakładów Azotowych „Puławy” (i nawet przez kilka miesięcy im prezesował), aby wprowadzić tę spółkę na giełdę. Od 2006 r.  poświęcił się całkowicie swojemu nowemu „dziecku biznesowemu”, tj. spółce CP Energia – nowemu „graczowi” na rynku gazu ziemnego, w której był do końca Prezesem Zarządu.

Pod koniec lata 2009 r. przyszedł mail w sprawie krwi na operację Marcina. Zdarza się, bo przecież w takich sytuacjach szpitale chcą krwi na wymianę. Trudno było uznać tę informację za dramatyczną. Dopiero później, gdy w marcu 2010 r. byłem zaproszony na Mszę z modlitwą o uzdrowienie Marcina, zrozumiałem,  jak jest źle. Wtedy mi też powiedział, co za paskudztwo go zaatakowało, a guz okazał się nieoperacyjny.

Rozmawiałem z Nim ostatnio na przełomie roku. Podsuwałem kolejne pomysły, jak może wzmocnić organizm. Był po niedawnym wyjeździe na narty z rodziną i przyjaciółmi. Tryskał optymizmem, że radzi sobie coraz lepiej z chorobą. Niestety, miesiąc później już nie żył. Ale ten jego hart ducha na zawsze pozostanie w mojej pamięci.

To pierwszy przypadek w moim życiu, gdy uczestniczyłem w czyimś ślubie, a teraz pogrzebie. I te zdarzenia dzieli zaledwie kilka lat. Zwyczajnie, po ludzku trudno zrozumieć śmierć Marcina. Jakiż subtelny musi być zamysł Boga, aby wydać nagle wyrok śmierci na Syna, Męża, Tatę, Przyjaciela czy Szefa! Przecież z zaciśniętego gardła wyrywa się pytanie: Boże, dlaczego właśnie jego nam zabierasz?

Owszem, wierzymy, że nasza ziemska wędrówka to tylko fragment życia. I słyszeliśmy nieraz od księdza bądź czytaliśmy w Piśmie, że Pan Bóg zabiera nas z tego świata w najkorzystniejszym dla nas momencie.  Ale jakie to pocieszenie, gdy bezpośrednio dotyka nas taka sytuacja? Ile pokory trzeba w sobie mieć, żeby pogodzić się z decyzją Boga odnośnie śmierci najbliższej osoby, gdy jesteś matką, żoną jak Joanna czy małą córeczką, która nigdy już nie ujrzy swojego Tatusia.

Gdy wracałem z cmentarza, rozmawiałem w czasie drogi z muzykiem, który grał na trąbce podczas uroczystości żałobnych i wkładania trumny do grobu. Powiedział mi: - Wie pan, od lat nie widziałem tylu ludzi na pogrzebie. I to w taki mróz. To musiał być niezwykły człowiek!„. Tak, to prawda.

Czy zatem może dziwić smutek, który ogarnął nas wszystkich, znających Marcina? Czy może dziwić wspaniała mowa pożegnalna wygłoszona łamiącym się ze wzruszenia głosem przez Jarka Patyka nad grobem Przyjaciela? Czy może dziwić tęsknota za jego uśmiechem, który Mu towarzyszył w każdej sytuacji?

Właśnie, ten uśmiech! Skoro już nie ma wśród nas Marcina, chociaż zachowajmy na zawsze w pamięci Jego uśmiech. Uśmiech dodający otuchy najbliższym i przyjaciołom. Wszak kiedyś spotkamy się!

PS. A co będzie w Twoim przypadku? Jak zostaniesz zapamiętany przez swoje otoczenie? Co odciśniesz na życiu innych? Czy też okażesz się wartościowym człowiekiem, za którym ludzie płaczą po stracie jak za Marcinem? Czy Twój styl życia dla innych będzie przykładem?


Pozdrawiam pozostając w smutku i zadumie,
Jerzy

Pieniądze jak tlen

wtorek, 30 Listopad 2010

Drogi Czytelniku,
czy zastanawiałeś się kiedykolwiek nad widokiem kosmonauty z paczką zapałek na Księżycu? Masz rację, że byłby to absurdalny obraz. Dlaczego? Ano, po prostu, na tym jedynym naturalnym satelicie Ziemi brakuje tlenu. A zatem tam proces zapalenia zapałki nie zachodzi! Jaki jest zatem sens wyposażać kosmonautę w zapałki w drodze na Księżyc? Słusznie twierdzisz, że większego – a właściwie żadnego – sensu w tym nie ma. Przecież byłoby to zaprzeczeniem logiki!

Czy to, co jest zrozumiałe na Księżycu, jest zawsze tak samo rozumiane na Ziemi? Śmiem wątpić!

Nasunęła mi się ta gorzka refleksja po wielu rozmowach na temat pieniędzy. Wiesz, nigdy nie przypuszczałem, że aż tylu ludzi się ich panicznie boi. Tak, masz rację, że to też Cię dziwi. Ale takie są dotychczasowe wyniki ankiety, o której napisałem w tym felietonie. Być może jeszcze jej nie wypełniłeś, więc jeśli sprawa Cię interesuje, daj znać, a ja Ci wyślę „Ankietę milionera”.

Dlaczego uważam kwestie pieniędzy za tak istotną w Twoim życiu? Bo bez nich nie osiągniesz sukcesów! O tym za chwilę.

Niewiedza ludzi na temat posiadania pieniędzy jest ogromna. Właśnie z tego powodu ich im brakuje, bo nie wiedzą, gdzie i w jaki sposób się je zdobywa. Co więcej, dla swojej zguby nie chcą zgłębić tego tematu.

Są przekonani, że im pieniądze są niepotrzebne, że wystarczy mała stabilizacja typu domek nad morzem (za darmo?), że bogactwo niszczy uczucia, zabija miłość, psuje dzieci itp. Jeśli Ty też wyznajesz takie poglądy, przestań czytać ten wpis, bo szkoda Twojego czasu. Po prostu, nie jesteś w mojej grupie docelowej. Chcę, aby moje teksty czytali (a potem wcielali uzyskane informacje w życie!) ludzie, którzy mają – podobnie jak ja – pozytywny stosunek do pieniędzy. Bo dla mnie bez nich życie jest znacznie trudniejsze, zwłaszcza gdy pojawią się nieprzewidziane trudności.

Pytasz, czy widziałem biednych ludzi, którzy byli szczęśliwi? Owszem tak. Tyle tylko, że ich szczęście mnie nie ekscytuje, bo mam prawo do własnego. Podobnie zresztą jak Ty. A w moim – och, przepraszam – w naszym świecie, w którym dążymy do sukcesu, pieniądze są niezbędne. Bez nich Twój trwały sukces będzie tylko mrzonką.

Jakie są te elementy sukcesu? Pewnie Cię zdziwię, jednakże mimo to powiem wprost: dla mnie sukcesem jest proces, dzięki któremu uda się osiągnąć godziwe pieniądze (o czym wspomniałem wcześniej), dobry stan zdrowia (zarówno w warstwie fizycznej jak również psychicznej i duchowej) i oczywiście wspaniałe relacje międzyludzkie. To są te zręby sukcesu!

Czyżbyś był odmiennego zdania? Masz do tego prawo. Jednak zachęcałbym Cię do głębszych przemyśleń. Powiedz sam, czy możesz być w pełni zdrowy, gdy jesz byle co,  byle gdzie i byle kiedy? Tak się często dzieje, niestety, gdy harujesz, a i tak wciąż brak Ci pieniędzy. Tak samo bywa, gdy nerwowość spowodowana biedą i ograniczaniem potrzeb kładzie się cieniem na Twoich kontaktach z najbliższymi członkami rodziny, przyjaciółmi bądź współpracownikami.

Jak sam widzisz, brak pieniędzy zacznie Ci doskwierać prędzej czy później. Zrozum wreszcie, że nie masz co obrażać się na pieniądze. Przecież one same w sobie nie stanowią zagrożenia. Co najwyżej Twoja chciwość, żądza bogactwa wyłącznie dla siebie, zachłanność i pazerność zysku jest w tym wypadku problemem. To nie pieniądz sam w sobie jest zły, lecz chorobliwa miłość do niego!

Brutalna prawda brzmi następująco: Każdy sukces wymaga pieniędzy (czy Ci się to podoba czy nie!).

Jeśli to jest prawda, a uważam, że TAK, dostrzegasz już, że skoro proces palenia jest niemożliwy bez tlenu, to analogicznie sukcesu nie da się urzeczywistnić bez pieniędzy.  A zatem pieniądze do sukcesu są potrzebne jak tlen do spalania. Jeśli nie umiesz wytworzyć stałego dochodu, Twoje działania na drodze do osiągnięcia sukcesu z pewnością zakończą się krachem.

Zdaje sobie sprawę, że mój wywód z konieczności zawiera pewne skróty myślowe. Mniemam jednak, że zrozumienie przez Ciebie kwestii finansowej jako niezbędnego elementu sukcesu pomoże Ci bardzo uważnie spojrzeć na podejmowane przez Ciebie działania biznesowe, co w konsekwencji korzystnie wpłynie na Twoje zdobycze bogactwa, poprawę stanu zdrowia i polepszenie więzi z innymi ludźmi.

Życzę Ci obfitości w tych trzech elementach sukcesu: pieniądze, zdrowie, relacje

Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

Komu jesteś wdzięczny?

niedziela, 31 Październik 2010

Drogi Czytelniku,
w poprzednim swoim felietonie zająłem się tematem wdzięczności. Dziś kontynuuję ten temat i chcę Ci powiedzieć, komu między innymi jestem wdzięczny. A jest tych osób parę i do tej pory im jeszcze nie podziękowałem, więc robię to w taki nieszablonowy sposób. Oczywiście lista osób, którym powinienem podziękować jest znacznie dłuższa! Jeśli Ciebie nie ma na dzisiejszej liście, to tylko z braku miejsca, a nie Twoich zasług.

Niewątpliwie pierwsze słowa wdzięczności kieruję do Wandy. Jeśli zaglądasz na mój blog, od razu zorientujesz się, że chodzi o Wandę Loskot – autorkę wielu znakomitych tekstów nt. prowadzenia własnej firmy. Rozmawiałem z nią na żywo, sam uczestniczyłem w jej szkoleniach i nadal korzystam z rad, bez których trudno odnieść sukces w biznesie. Jeśli jesteś na etapie zakładania własnej firmy, a z pewnością, gdy już to zrobiłeś, nauka w Klubie Przedsiębiorcy jest dla Ciebie niezbędna, abyś uniknął wielu niepotrzebnych błędów.

A potem pojawiła się Ania. Z inspiracji Wandy postanowiliśmy zrobić razem parę szkoleń. To była niezwykle trafna decyzja, bo najpierw zaistnieliśmy u Kamila Cebulskiego, gdzie na pierwszym publicznym występie w Bydgoszczy słuchała nas Kasia. Z Kasią i jej mężem Jarkiem robimy wspólne interesy do dzisiaj. Świetni ludzie i wiedzą, czego chcą w życiu!

Potem na jednym z organizowanych już przeze mnie i Anię szkoleniu zjawiła się Małgosia – dziewczyna o nieprawdopodobnej radości życia i jednocześnie ustawicznie doświadczana przez różne przeciwności losu jakby sprzysięgło się nad nią jakieś fatum. Doprawdy, jeśli narzekasz na swoje życie, poznaj Małgosię, żeby wiedzieć, co to są prawdziwe problemy, którym ona stawia czoła codziennie!

Dzięki Małgosi poznałem kolejne ważne dla mnie osoby: Beatę i Artura. To dzięki tej trójce mam dostęp do znakomitej edukacji i ludzi, którzy mają wielkie osiągnięcia. Czy zdajesz sobie sprawę, jak ważne jest uczyć się na sukcesach innych ludzi? Czy uświadamiasz sobie, ile dzięki temu możesz uniknąć własnych błędów w życiu i biznesie?

Potem operatywność Małgosi spowodowała, że w kręgu moich znajomych pojawiła się Bogusia. Tak się bowiem stało, że wiele miesięcy wcześniej współtworzyłem  grupę inwestycyjną osób, które ukończyły kursy nieruchomości. Ta grupa z czasem rozrosła się do około 30 osób. Regularnie spotykaliśmy się co miesiąc, aby wymienić informacje, w co warto inwestować bądź jakim pomysłom  biznesowym się przyjrzeć.

Na jedno z takich spotkań przyszła Bogusia, a Małgosia umiała się z nią zaprzyjaźnić. Cóż to za „nabytek”! Teraz we trójkę rozwijamy jeden z biznesów. Synergia naszych 3 osobowości i doświadczeń wskazuje, że już za parę miesięcy rezultaty przekroczą znacznie nasze najśmielsze oczekiwania. Może i Ty się do nas dołączysz, bo zawsze robione przeze mnie biznesy są otwarte dla ambitnych ludzi. Jeśli w swoim życiu kierujesz się wartościami, a nie kasą, zawsze możemy porozmawiać o realizacji Twoich celów życiowych zbieżnych z naszymi!

Inaczej jest z Natalią, o której pisałem już wcześniej tutaj. O niej dowiedziałem się przypadkowo, gdy jadłem kolację i oglądałem w TV wiadomości. Natalia jest tą młodą dziewczyną, która w małym miasteczku Czarże pod Bydgoszczą rok temu latem zorganizowała wielki piknik lotniczy. Władza publiczna jako taka – ze szczególną zaciekłością niektórych organów policji – zamiast ją za to wynagrodzić i „dać medal”, ciąga ją po sądach. Cóż za paranoja – zawistnicy górą!

Jak wspominałem powyżej, gdy masz wsparcie takich ludzi jak Artur i Beata oraz dzięki odpowiedniemu systemowi edukacji potrafisz poznać osobiście Natalię. Byłem u niej w tym roku w ostatnią sobotę lipca na kolejnym pikniku jako VIP. Cóż, marzymy o własnych śmigłowcach Robinson R22, więc nasze drogi musiały się przeciąć.

Dzięki Natalii poznałem na pikniku Tadeusza. To on mnie „przewiózł” własnym samolotem i mogłem poznać uroki lotnictwa, kiedy serce masz w piętach albo w gardle i jednocześnie podziwiasz świat z lotu ptaka. Chętnie bym Ci tu pokazał parę zdjęć „na ziemi i z powietrza” z pikniku, ale niestety nie umiem tego zrobić.

Na koniec mam do Ciebie małą prośbę. Otóż Natalia znalazła się w ścisłym finale plebiscytu Lotnicze Orły 2010 w kategorii Kobieta Roku. Bardzo proszę o oddanie na nią głosu pod adresem www.lotniczeorly.pl w zakładce Kobieta Roku (ze względu na obciążenie serwera bywają kłopoty z połączeniem!). Głosowanie trwa do 31 Grudnia, a głosować możesz raz dziennie. Nie znam innych dziewczyn z tego plebiscytu. Z pewnością też zasługują na zwycięstwo. Ciebie jednak proszę o głosowanie na Natalię, bo ona z pewnością zasługuje na ten zaszczytny tytuł.

Przedstawiłem Ci tylko kilka osób, którym należy się moja wdzięczność. A jak jest w Twoim przypadku? Kiedy Ty przeanalizujesz, komu powinieneś być wdzięczny?

Pozdrawiam życząc sukcesów
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

Sztuka wdzięczności

poniedziałek, 27 Wrzesień 2010

Drogi Czytelniku,
w chwili, gdy czytasz te słowa, jest pierwszy dzień reszty Twojego życia. Chcę dzisiaj porozmawiać o wdzięczności. Tak wiem, wdzięczność to niełatwy temat, bo zazwyczaj wydaje Ci się, że nie masz za co dziękować. Zresztą ja też czasami popełniam ten błąd  zapominając w nawale różnych zajęć o tym obowiązku. No i potem pozostaje u kogoś dług wdzięczności!

Czy zastanawiałeś się nad tym, jak trudno nam odwzajemnić się za doznane dobro? Czy aby nie czekasz, aż dług wdzięczności sporo urośnie i dopiero wtedy jesteś ewentualnie skłonny okazać wdzięczność? Jeśli tak, mamy problem!

Co zatem powoduje tę specyficzną trudność, że często nie czujemy nakazu moralnego, aby chociaż symbolicznie podziękować od razu? Otóż moim zdaniem cała sprawa sprowadza się do tego, że niestety nie dostrzegamy sytuacji, za które powinniśmy być wdzięczni. Codziennie dostajemy różne dary i wydają się one nam tak oczywiste, wręcz należne, że nie poczuwamy się za nie odpłacić.

A przecież często sekundy decydują o tym, że nasze życie ulega dramatycznej zmianie. Weźmy ostatni przypadek wypadku autobusowego pod Berlinem. Zginęło kilkanaście osób, jeszcze więcej jest rannych i kto wie, czy parę z nich nie zostanie kalekami na całe życie. Czy w czymś zawinili? Nie! A czy zatem Ty i ja nie powinniśmy dziękować za to, że nie byliśmy na ich miejscu bądź nie jesteśmy kimś z ich zbolałych rodzin?

Miałem to szczęście, a właściwie tak pokierowałem swoim życiem, że na mojej drodze pojawił się kiedyś Tim Foley – najbardziej pokorny człowiek jakiego znam. Jakiś rok temu słuchałem na żywo jego wykładu o życiu, o prowadzeniu biznesu. Mam też relacje od osób, które znają go znacznie dłużej i darzą niezwykłym szacunkiem. Pytasz za co?

Ano właśnie za to, że nauczył ich sztuki wdzięczności, że uświadomił im, jak za wiele rzeczy musimy być wdzięczni. Co więcej, że bez tej umiejętności nie staną się lepszymi ludźmi i tym samym nie osiągną celów, do których zmierzają.

Naucz się być wdzięcznym! Naucz się dostrzegać ludzi i rzeczy, za które powinieneś być wdzięczy! To właśnie bezcenna strategia, którą proponuje Tim Foley.

Czy po tych słowach jesteś już gotów zidentyfikować to, za co masz okazać wdzięczność? Co jest tym fenomenem?

Może to, że zostałeś stworzony i masz wolną wolę w zarządzaniu swoim życiem? Może matka, ojciec, rodzeństwo, żona, mąż, dzieci, przyjaciele, znajomi lub nawet obcy ludzie, którzy Cię inspirowali i wpłynęli na wyznawane przez Ciebie wartości? Może Twoje zdrowie, stan umysłu, talenty, możliwość rozwoju, życie w okresie względnego pokoju na świecie, piękno i jednocześnie groza przyrody? Może coś doraźnie przykrego lecz ostatecznie kształtujące Twój charakter? Co jeszcze?

Jestem pewien, że nieraz przechodziłeś obojętnie wobec zagadnień poruszonych w poprzednim akapicie. Po prostu, nie dostrzegałeś ich. Jak zatem mogłeś je doceniać? Tak sobie myślę, że dopiero gdy zdasz sobie sprawę, że to są ogromnej wartości dary, będziesz czuł się bardziej skory do wdzięczności. Czy to będzie w pełni szczera wdzięczność? Możesz przecież twierdzić, że Ci się to należy.

Tim Foley twierdzi, że bez wdzięczności nie dasz sobie rady w życiu. A już z pewnością Twoje osiągnięcia będą zdecydowanie niższe w stosunku do Twoich możliwości, do Twojego potencjału, którym dysponujesz.

Dzieje się tak dlatego, bo wdzięczność pozytywnie wpływa na Twoją postawę, na Twój sposób widzenia rzeczywistości. Dopiero więc gdy posiądziesz sztukę wdzięczności, zrozumiesz, że otaczający świat – poprzez nadarzające się okazje do podziękowań – może Ci sprzyjać, bo oferuje niepowtarzalne możliwości.

Dlaczego inaczej się dzieje w Twoim przypadku? No cóż – to, co widzisz, pośrednio pokazuje, kim jesteś. Kim zatem jesteś, gdy nie widzisz powodów do wdzięczności? Ufam, że dasz sobie sam szczerą odpowiedź, bo już zrozumiałeś, że nadszedł właściwy czas, aby jej udzielić.

Co możesz zrobić, aby Twoje życie korzystnie się zmieniło? Gdybym był na Twoim miejscu, z pewnością zrobiłbym wszystko, aby posłuchać Tima Foleya. Jest taka okazja w przyszłym miesiącu w przedostatni weekend października. Proszę Cię, zrób wszystko, aby poznać tego człowieka.

Dr Jacek Santorski uważa, że nadszedł czas liderów. To od niego usłyszałem określenie „lider piątego poziomu”. Miał on na myśli człowieka wielkiej wizji, ogromnej siły woli oraz wielkiej skromności i pokory. Tim Foley w skali 1-5 powinien mieć przyznane co najmniej 10 punktów. Czy teraz rozumiesz, jakiej to wyjątkowej klasy lider?

Niezależnie od tego kim jesteś: bezrobotnym, menedżerem wysokiego bądź średniego szczebla, maturzystą, szefem własnej firmy, kimkolwiek, kto chce coś w swoim życiu osiągnąć, poznaj osobiście takiego człowieka jak Tim Foley. Jestem pewien, że spotkanie z nim pozytywnie odmieni Twoje życie. Sztuka wdzięczności w jego wykonaniu to prawdziwy majstersztyk!

Pozdrawiam życząc sukcesów,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

Nemo dat

piątek, 30 Lipiec 2010

Drogi Czytelniku,
w zeszłym miesiącu, tj. w czerwcu br.  miało miejsce ważne dla mnie wydarzenie. Otóż na Powiślu w Warszawie, na ścianie kamienicy, w której mieszkał do ostatnich swoich dni ks. prof. Janusz St. Pasierb, wmurowano pamiątkową tablicę.

Bardzo dużo zawdzięczam temu Człowiekowi. Nie tylko czytałem to, co napisał, ale także miałem sposobność wiele razy z Nim rozmawiać. To On w znacznej mierze przyczynił się do ukształtowania mojego światopoglądu i dał mi wiele cennych wskazówek, aby optymalnie wykorzystać swoje możliwości.

Wielka szkoda, że Profesor zmarł tak przedwcześnie, bo niedługo minie 17 rocznica, a z wiekiem rodzą się nowe pytania o sens życia. Nie tyle nawet mojego, co osób, które poznaję. Często nie umiem odpowiedzieć na ich pytania lub nie znajduję argumentów tłumaczących, dlaczego życie im się nie układa. Nie potrafię dotrzeć do nich, aby wzięli 100% odpowiedzialności za swój los, zamiast biadolić o swojej „niedoli”.

W ostatnich tygodniach usłyszałem parę razy od bardzo wielu osób opinię, że nie warto się bogacić.  Jakoby pieniądze m.in. przeszkadzają rozwijać własne pasje, czynią człowieka nieszczęśliwym, zabierają radość życia, kradną czas na bogacenie się, powodują przebywanie wśród podejrzanych moralnie typów (sic!).

Wiesz co, powiem szczerze, że dla mnie to totalne bzdury wynikające z pójścia na łatwiznę i całkowite niezrozumienie istoty niezależności finansowej. No cóż, ja uważam, że pieniądze załatwiają co najmniej 95% naszych doraźnych problemów, więc potem wystarczy skupić się na tych pozostałych 5%, które z pewnością da się też rozwiązać pozytywnie. Wg mnie problemem nie jest to, że masz pieniądze, tylko jaki masz do nich stosunek.

Czy doprawdy nigdy nie byłeś w sytuacji, że ktoś potrzebował wsparcia finansowego, a Ty byłeś w tej kwestii bezradny? Miałeś nawet dobre chęci, ale chociaż serce Ci się krajało, musiałeś odmówić, aby dać datek na operację, czy choćby wyprawkę szkolną dla jakiegoś ucznia. Cóż, biedny najczęściej dlatego jest biedny, że nie umie myśleć jak człowiek prawdziwie bogaty. To jest właśnie ta najistotniejsza różnica: sposób myślenia! Czy w Twoim wypadku nie nadeszła pora zmienić ten stan rzeczy?

Odpowiedz sobie, czy wytworzyłeś już nawyki dzielenia się tym, czym obecnie dysponujesz? Niech to będzie dobre słowo, uśmiech, czy wartościowa książka, którą już przestudiowałeś. Przygotuj się na to, by być hojnym. Przecież jeśli postawisz sobie cel zostania bogatym, w końcu go osiągniesz. Przygotuj się na ten stan rzeczy!

Zapamiętaj proszę tylko jedno: pieniądze są takim papierkiem lakmusowym. Jeśli jesteś dobrym człowiekiem, to dzięki nim staniesz się jeszcze lepszym, bo masz o wiele większe możliwości działania. Ale gdy dla odmiany od nich uzależnisz się, one Cię zniszczą.

Znakomicie powyższe zagadnienia wyjaśnia mój ulubiony wiersz ks. prof. Janusza St. Pasierba, nota bene wyrecytowany przez Maję Komorowską podczas uroczystości odsłonięcia tablicy pamiątkowej:

nemo dat

Nie możesz dać
czego nie masz

czego nie możesz dać
to posiada ciebie

Doprawdy, trudno o lepszą kwintesencję wywodu!

PS. Tradycyjnie zachęcam do skorzystania z porad, nie tylko biznesowych, Wandy Loskot.

Pozdrawiam życząc sukcesów,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

Sztaba złota

piątek, 25 Czerwiec 2010

Drogi Czytelniku,
niecałe dwa tygodnie temu skorzystałem z okazji i zobaczyłem od środka Centralę Narodowego Banku Polskiego podczas Dni Otwartych. Tak naprawdę zależało mi na tym, aby potrzymać w ręku prawdziwą sztabę złota. Chciałem doświadczyć, jak to jest poczuć chociaż przez chwilę urok bogactwa i co ono wywołuje. Mówiąc szczerze dziwię się, że ludzie aż tak bardzo boją się zostać prawdziwie bogatymi.

Od jakiegoś czasu rozsyłam i rozdaję opracowaną przez siebie krótką „Ankietę milionera„. Chcę w ten sposób dowiedzieć się,  jacy ludzie wierzą, że wykorzystując w tym celu swoje talenty osiągną życiowy sukces . Co prawda tytuł ankiety może sugerować, że przeznaczona ona jest tylko dla „milionerów”, ale przecież  w każdej dziedzinie zasady odniesienia sukcesu są podobne, więc nie jest ważne, czy chodzi o pieniądze,  czy  też  inne cele. To od nas zależy, do czego dążymy i jaką wybieramy drogę.  Poza tym ta ankieta może stać się dla kogoś cennym źródłem inspiracji.

Wyobraź sobie, że wg moich obserwacji i doświadczeń ludzie tak bardzo boją się bogactwa, że nawet strachem napawa ich samo wypełnienie ankiety. Ba, nawet musiałem zmienić jedno z pytań, bo nawet ci, co zdecydowali się wypełnić ankietę, na pytanie „Czy wierzysz, że zostaniesz milionerem?” w miażdżącej większości odpowiadali NIE! Cóż, gdy nie masz wiary w powodzenie tego, co robisz, sukces nie nadejdzie.

Moim zdaniem takie negatywne podejście do bogactwa wynika ze złego rozumienia tematu. Przecież jeśli to będą cenne kruszce, waluty, monety itp., one same w sobie nie są dobre ani złe. To dopiero od Ciebie zależy, co z nimi uczynisz, do jakich celów wykorzystasz i czy im się oprzesz. To nie  bogactwo jest groźne, ale przywiązanie do niego!

Przecież kwadrant przepływu pieniędzy R. Kiyosakiego wyraźnie pokazuje, że celem naszych działań powinny być dochody pasywne, a więc ze zgromadzonego majątku, a nie wyłącznie z pracy. Uważasz, że gdy zamieniasz swój cenny czas na pieniądze, to jest CACY, a gdy pieniądze pracują dla Ciebie, to jest BE? Jeśli dobrowolnie uciekasz od bogactwa, to znaczy, że takie masz właśnie zdanie w tej! Nic bardziej błędnego. Nic w tym złego. To jest Twój wybór sposobu myślenia.

A przecież do tego zagadnienia można podejść zupełnie inaczej. Właśnie w najbliższy weekend odbywa się seminarium, na którym przedstawią swój punkt widzenia ludzie, którzy o bogactwie wiedzą od przeciętnego obywatela ogromnie dużo. Zachęcam Cię do posłuchania milionerów takich właśnie jak K. Habich i T. Witkowicz. Ich drogi do zdobycia majątku były diametralnie różne, ale wyznaczone przez siebie cele osiągnęli.

Co Tobie stoi na przeszkodzie w realizacji własnego sukcesu, w tym finansowego? Wolisz iść na łatwiznę i być wciąż biedny?

Wracając do NBP, powiem Ci, że taka sztaba złota waży równo 400 uncji, czyli ok. 12 kg. Przy obecnych cenach złota jej wartość  wynosi  jakieś 1,7 mln PLN (słownie: jeden milion siedemset tysięcy złotych polskich).

Miałem ją w ręce. Ta bryła złota nie wywołała we mnie żadnych emocji. Być może przede wszystkim dlatego, że nie należała do mnie, a ja nigdy nikomu niczego nie zazdroszczę. Niemniej mogłem obserwować, że gdy ludzie podchodzili do niej, zaczynali mieć przyspieszony oddech, coraz bardziej czerwone policzki, a oczy robiły im się wielkie jak berety i świeciły jak u kota. Może to było z wysiłku, bo jednak sztaba złota trochę waży.

Strasznie jestem ciekaw, jak Ty byś się zachował w podobnej sytuacji. Wierzę, że tak jak ja nie ulegasz żądzy tego „świecidełka”. Ale wiesz co? Sprawdź to na własnej skórze. Potrzymaj taką sztabę złota chociaż przez chwilę w swoim ręku!

Pozdrawiam życząc sukcesów,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl