Top management w rodzinie

Drogi Czytelniku,
uczestniczyłem wczoraj 27.10.2011 r. w II Konferencji dla Liderów Biznesu „Sukces w Pracy=Sukces w Rodzinie?”. Organizatorkami były panie Zofia Dzik i Jolanta Jakóbczyk, o których już pisałem. Tematami wiodącymi konferencji były zagadnienia niskiego kapitału społecznego i kryzysu rodziny w świetle społecznej odpowiedzialności biznesu.

Jednym z ważnych wątków były refleksje Pawła Smolenia, Dyrektora Strategii i Rozwoju Grupy Vattenfall Central Europe. Pytał on, jak to się dzieje, że ludzie na kierowniczych stanowiskach w firmach i korporacjach przechodzą dziesiątki różnych szkoleń i umieją sobie radzić jako top management, a za Boga nie potrafią stosować tych samych nauk, gdy wracają do domu.

Z pewnością każdy z nas, w zależności od doświadczenia życiowego, będzie na ten temat miał swoje wyjaśnienia. Moim zdaniem wszystko zaczyna się od ustalenia hierarchii spraw, w tym wypadku małżeństwa. Co dla Ciebie znaczy taki związek? Jaką ma wartość? Pytam o wartości, bo tylko one mogą stanowić motyw, do innych działań niż czynisz obecnie.

Oczywiście łatwo jest zadeklarować, że rodzina jest dla nas ważna. Pokazują to badania prof. Janusza Czapińskiego, który też był gościem konferencji. Z jego raportu „Diagnoza społeczna” wynika, że udany związek cenimy sobie niewiele niżej niż zdrowie. Niestety, to są tylko deklaracje. Łagodnie mówiąc w obu tych dziedzinach prowadzimy tryb życia mocno odbiegający od oświadczeń. To jest trochę tak jak z dodatkowym nakryciem wigilijnym. Badania pokazują, że chociaż talerz z siankiem jest na stole, to wcale nie palimy się, aby wtedy przyjmować niespodziewanych gości, co podnosił ks dr Jarosław Szymczak.

Z przykrością muszę się przyznać, że chociaż nasze małżeństwo było i jest dla mnie bardzo ważne, to jednak kiedyś jeśli były imieniny żony i trzeba było jechać w niespodziewaną delegację, to wybierałem to drugie! Teraz widzę, jaki byłem durny podejmując taką decyzję. Wtedy wydawała mi się ona oczywista: żona jest i będzie, a zadanie do wykonania nie może czekać. Obecnie w takiej sytuacji raczej za każdym razem zrobiłbym inny wybór. Niestety, co było, nie wróci i niesmak z powodu mojego nieodpowiedzialnego zachowania pozostaje w pamięci.

Odnoszę wrażenie, że firmowe kursy i szkolenia traktujemy jako coś, co ma nam służyć tylko jako pracownikom. W rezultacie nie dostrzegamy, że powinniśmy traktować taką edukację jako uczenie się o sobie, o rozwijaniu własnych wszechstronnych możliwości jako istoty ludzkiej a nie tylko pracownika.  Człowieka mającego ciało, umysł, serce i duszę, który przecież ma też do odegrania inne role niż tylko bycie pracownikiem bądź szefem. Choćby w domu, gdzie jest się mężem czy żoną, ojcem czy matką, a najczęściej wciąż synem czy córką – że o koniecznym zaangażowaniu społecznym nie wspomnę.

Jak to się dzieje, że potrafisz spędzić w pracy 12 czy 14 godzin, a nie możesz wygospodarować kilkunastu minut na śniadanie z dzieckiem czy kolację z żoną? Czemu umiesz porozmawiać z członkami Twojego zespołu, żeby mogli lepiej pracować i czuli się dowartościowani, co często jest wręcz rytuałem, a najbliższe sobie osoby traktujesz per noga? Czy odważysz zachowywać się w pracy tak, jak zdarza Ci się to robić w domu? Nawet jeśli jesteś pewien, że TAK, to dla pewności zapytaj swoje dzieci, czy to prawda. Obyś się nie zdziwił!

Wiesz co, mimo że narzekasz, to w pracy masz łatwiej niż w domu, bo tam masz podległość służbowa pracowników, a członkowie rodziny jej nie podlegają. Powiedz sam, czy aby na pewno stworzenie fantastycznej rodziny stanowi dla Ciebie wyzwanie tak fascynujące jak walka o firmę bądź stanowisko? Jesteś pewien, że słowa uznania i podziwu w ustach Twojej żony cenisz bardziej niż standardowe formułki pochwał prezesa? Ciekawe, czy jesteś dumny, gdy żona doceni Twoją robotę, bo może wolisz poklepanie od szefa rady nadzorczej i o nie zabiegasz. Jakie są Twoje oczekiwania na zaszyty w domu?

A gdyby tak potraktować rodzinę, jako specyficzną firmę. Dlaczego masz podchodzić do tego zagadnienia po amatorsku czy hobbystycznie zamiast profesjonalnie biznesowo? Przecież na naszych oczach rodzi się epoka, gdzie decydującym czynnikiem sukcesu na globalnym rynku jest odpowiednio wykorzystana wiedza. To w tym celu dobiera się najwyższej jakości zarządców firm, aby umieli wydobyć z pracowników jak najwięcej efektywności.

Czemu zatem nie miałoby się sprawdzić takie samo podejście w rozwiązywaniu problemów współczesnej rodziny. Owszem, głównym celem firmy jest mieć zysk, co nie musi być najważniejszą sprawą w rodzinie. Możesz jednak dowolnie określić kryteria dla niej, za które sam się rozliczysz. Czemu np. nie mogą to być wspaniałe osiągnięcia w relacjach międzyludzkich?

Jeśli należysz do top managementu w biznesie, masz wystarczające kwalifikacje do tworzenia równie wspaniale działającej rodziny. Najlepiej będącej kuźnią liderów biznesowych i społecznych. Bez nich prędzej czy później  poniesiesz klęskę w życiu zawodowym lub osobistym.

Zatem zastanów się, jak najlepiej możesz wykorzystać swoją wiedzę biznesową i przystąp do działań w rozwijaniu rodziny już dzisiaj. Stań się dla niej najwyższej klasy top managerem.

Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.jekos.pl

Jedna odpowiedź do “Top management w rodzinie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*