Panowanie nad emocjami

Drogi Czytelniku,
ostatnie dni po katastrofie rządowego samolotu TU-154M przyniosły nam mnóstwo emocji. Nie wyobrażam sobie, aby ktoś mógł obojętnie przejść obok tego, co zdarzyło się w Smoleńsku. Uczestniczyłem w kilku Mszach za ofiary wypadku i widzę wciąż twarze ludzi zbolałych od smutku. I to ludzi, którzy tak jak ja byli obcy dla osób, które tam straciły życie. A jeśli ktoś był z rodziny ofiar, to aż trudno sobie wyobrazić, co musiał przeżywać.

Zastanawiałem się wtedy, co można zrobić w takiej sytuacji. Jak zapanować nad emocjami, które są naszym udziałem. Na szczęście w zdecydowanej większości przypadków emocje wywołane katastrofą były pozytywne. Ale przecież nie zapominajmy, że każdy z nas może się też znaleźć w szponach emocji negatywnych. Jak sobie możesz wtedy z tym poradzić?

Z kłopotu myślowego wybawił mnie Łukasz Przekaza, z którym znam się od ładnych kilkunastu miesięcy. Wspieramy się wzajemnie na naszych drogach do sukcesu. Mogę z pełnym przekonaniem rzec, że im dłużej się znamy, tym te drogi coraz bardziej się nam zbliżają. Cóż, staramy się działać na emocjach pozytywnych, a zatem skoro podobnie myślimy, to zacieśniamy kontakty.

Osobiście zdecydowanie nastawiam się na pozytywne aspekty naszego życia. Szukam ludzi pozytywnie myślących, unikam sytuacji, gdzie górę mogą brać emocje negatywne. Ale zdaje sobie sprawę, że Ty możesz mieć z tym problem, jeśli krócej ode mnie żyjesz w świecie pozytywnym. Praca na etacie, własny biznes czy nauka szkolna bądź akademicka dostarcza nam wielu niekomfortowych sytuacji. I co wtedy robić?

Z pewnością jednym z rozwiązań jest właśnie propozycja od Łukasza Przekazy. Podesłał mi on link na warsztat pt. Technika Uwalniania swojego kolegi Adam Krasowskiego. Jak zapewne wiesz, własne działania podejmujemy najczęściej pod wpływem emocji.  Wszystko jest OK, gdy masz pozytywny stan świadomości. Wtedy odczuwasz radość, miłość, spokój i akceptujesz świat, jaki Cię otacza. A co, gdy targają Tobą uczucia negatywne?

Czy wiesz co robić, gdy jesteś na coś lub kogoś zły, boisz się nie wiadomo czego, masz poczucie winy albo zamartwiasz się sprawami dnia codziennego? Jeśli nie masz na to własnych rozwiązań, to rozważ, czy nie warto zapisać się na to szkolenie. Może akurat będzie dla Ciebie niezwykle owocne?

Jak wspominałem powyżej, warsztat Adama jest bardzo polecany po koleżeńsku przez Łukasza Przekazę. Jeśli więc przy rejestracji wpiszesz w polu UWAGI słowo mindskills, otrzymasz 15% rabatu. Uważam, że warto skorzystać z tego dodatkowego bonusu, niezależnie od tego, że po szkoleniu będziesz wiedział, w jaki sposób uwolnić się od swoich negatywnych emocji. Powodzenia!

PS. U Wandy Loskot w najbliższy piątek 23 kwietnia 2010 r. znowu zaczyna się świetny kurs internetowy Zarabiaj Na Wiedzy. Zapisz się w odpowiednim czasie, bo zawsze wtedy masz okazję wygrać gratisowy dostęp na to szkolenie o wartości 297 USD, czyli prawie 900 PLN.

Pozdrawiam życząc sukcesów
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

Sztuka pokonywania odmowy

Drogi Czytelniku,
przypomnij sobie, kiedy ostatni raz spotkałeś się z odmową. Pewnie było to niedawno, bo jednak co chwila mamy do czynienia z przykrym faktem, że ktoś coś zrobi nie tak, jak sobie założyliśmy. No i jak sobie wtedy radzisz, gdy ktoś nie wyraził zgody na coś, na czym Ci zależało?

Muszę Ci się przyznać, że mnie w takiej sytuacji zawsze ogarniało ogromne rozgoryczenie. Szczególnie ten stan nasilił się w ciągu ostatnich dwóch lat. Jak zapewne wiesz, na Święta Bożego Narodzenia 2006 r. straciłem pracę i postanowiłem już nigdy nie wrócić na etat. Zacząłem robić różne interesy i bardzo często ludzie, na których szczególnie liczyłem mówili mi NIE! Czy u Ciebie też to występuje?

Właściwie dopiero kilka dni temu sytuacja w tej dziedzinie uległa diametralnej zmianie, gdy uświadomiłem sobie, że odmowa jest fantastycznym drogowskazem życiowym. I chcę Ci w tym momencie powiedzieć, że poczułem olbrzymią ulgę zmieniając swoje podejście do występujących sytuacji, które nie poszły po mojej myśli. A właściwie to zmieniłem myślenie o nich. Zobacz, co jednak znaczy rozwój osobisty!

Uświadomiłem sobie bowiem, że popełniałem wielki błąd. Traktowałem poszczególne odmowy jako wielce osobistą sprawę, życiowe niepowodzenie czy wręcz katastrofalną porażkę. Było mi strasznie przykro i czułem się ugodzony w samo serce z powodu – jak mniemałem – niezasłużonego „ataku” na mnie!

Działo się tak dlatego, że zupełnie niepotrzebnie zakładałem, że propozycje, które przedstawiam swoim przyjaciołom i znajomym, a nawet całkiem obcym osobom, powinny być przez nich bezwzględnie zaakceptowane. A niby z jakiej racji? Bo przecież to JA im o tym mówię! Cóż to była za pycha z mojej strony.

Co z tego, że Ty im coś mówisz, skoro oni akurat nie są gotowi na przyjęcie Twojej propozycji. Zamiast wściekać się i samemu siebie dołować, zauważ, że jest racjonalne wytłumaczenie powyższej – Twoim zdaniem niekorzystnej dla Ciebie – sytuacji. Po prostu, oni nie zrozumieli Twojej informacji, bo ją źle przekazałeś, lub z pewnością była ona dla nich nieodpowiednia akurat w tym czasie. Nie byli na nią gotowi. Czy z tak błahego powodu ma nastąpić koniec Twojego świata? Ty rób nadal swoje!

Zauważ, nawet jeśli ktoś Ci czegoś odmawia lub coś nie idzie tak, jak akurat Ty chcesz, to przecież Twoja sytuacja wcale nie ulega zmianie. Co więcej, zdobyłeś za darmo nowe, być może bardzo cenne doświadczenie. Właściwie powinieneś z góry założyć, że jeśli Twoja prośba o coś zostanie spełniona lub propozycja przyjęta, to spotka Cię bardzo miła niespodzianka. I niby z jakiej racji za każdym razem ma to być pewnik, że tak się stanie?

W historii techniki też było wiele spektakularnych odmów. Ot, weźmy choćby przypadek A. G. Bella uznawanego za wynalazcę telefonu, a przynajmniej patentu na niego. Przez wiele miesięcy usiłował on sprzedać swoje prawa do tego wynalazku i zawsze mu odmawiano, bo uważano, że taka elektryczna zabawka nie ma żadnej przyszłości. Cóż za błąd jego oponentów! Bo przecież nie jego! On robił swoje.

W końcu Bell, który – w kwestii formalnej- był z wykształcenia lekarzem (właściwie foniatrą jak byśmy dzisiaj powiedzieli), a nie inżynierem, miał dosyć kolejnych odmów i założył ze swoim teściem własną firmę, której cena akcji w krótkim czasie wzrosła ponad dwudziestokrotnie. Sam widzisz, że liczne odmowy doprowadziły w tym wypadku tego człowieka do spektakularnego sukcesu. I śmiem twierdzić, że tak jest zawsze, gdy mówisz NIE odmowie! Coś, co w danym momencie traktujesz jako dopust boży, okazuje się później Twoim błogosławieństwem stanowiącym podwalinę sukcesu.

Zatem zamiast zadręczać się kolejną odmową, która akurat Tobie się przytrafiła, dostrzeż w niej kapitalną okazję wprowadzenia modyfikacji w tym, co dotychczas robisz. Zmiana Twojego postępowania, która jest wynikiem właśnie tak nielubianej przez Ciebie odmowy, może przecież zapoczątkować Twój sukces.

Proponuję Ci więc, abyś zmienił swoje negatywne nastawienie do odmowy. Przekuj ją z porażki w coś wartościowego dla Ciebie. Niech Twoje kreatywne działania w tym zakresie staną się prawdziwą sztuką, a Ty podziwianym mistrzem.

I tego na Twojej drodze do wymarzonego celu Ci życzę, bo radzenie sobie z odmową to jeden z decydujących czynników sukcesu.

PS 1. U Wandy Loskot stale coś nowego, co może być dla Ciebie inspiracją w prowadzeniu firmy lub zachowań w życiu.

PS 2. Test StrengthsFinder pozwoli Ci odkryć Twoich 5 dominujących talentów. Cena kodu dostępu wynosi u mnie 147 PLN. Otrzymasz fakturę VAT za jego zakup.

Pozdrawiam życząc sukcesów
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

Time Management Training

Drogi Czytelniku,
wczoraj w sobotę 27.09.2008 r. miałem okazję wziąć udział w premierowym szkoleniu Jarka Siergiejewicza „Time Management Training”, czyli w polskiej wersji językowej byłoby to coś na kształt „Zarządzanie sobą w czasie” lub „Zarządzanie swoim czasem”. Możesz zapytać: Po co? No cóż, uważam, że zawsze warto poznać informacje, jak nauczyć się organizować swoje działania tak, aby zyskać chociaż kilka minut dziennie.

Mówisz, że nie ma sensu trudzić się i wydawać pieniądze na te minuty. Być może masz rację, ale ja wolę nie mieć racji i zyskać chociaż kilka minut dziennie. Zauważ, w tym wypadku zaczyna odgrywać rolę prawo wielkich liczb. Te kilka, czy kilkanaście minut dziennie pozwala Ci w skali miesiąca uzyskać wiele dodatkowych godzin, a w skali roku naprawdę zyskujesz nawet kilka dni. Zatem czy na pewno nie warto?

Widzisz, to jest klasyczny przykład opóźnionej gratyfikacji. Na razie nic nie zyskuję, może nawet stracę trochę czasu, bo muszę wpierw zmienić niektóre swoje nawyki. Ale później uzyskuję niewspółmiernie duże efekty w stosunku do włożonego wysiłku i kosztów, w tym wypadku finansowych i czasowych.

Po takim szkoleniu utwierdzisz się w przekonaniu, że nie wszystkie czynności trzeba robić. Dowiesz się, że masz prawo odmawiać wielu propozycjom spotkań, które tylko kradną Ci czas. Tak przy okazji, Jarek padał nam listę 199 „złodziei czasu”. Ta lista została zrobiona w czasach, gdy nie było tak nowoczesnych gadżetów, jak w tej chwili i spokojnie możesz ją uzupełnić o swoje doświadczenia.

Czy zastanawiałeś się, z jakich powodów jesteś zaskakiwany brakiem czasu? Wyobraź sobie, że jedną z najważniejszych przyczyn jest odkładanie spraw na później. To jest spowodowane przez Twój nawyk. Po prostu, nie umiesz podjąć właściwej decyzji, co zrobić z daną sprawą DZISIAJ.

Skoro mówimy o czasie, na szkoleniu nie mogło zabraknąć teorii A. Einsteina. Dzięki Jarkowi wreszcie sobie uświadomiłem, jak może wyglądać czwarty wymiar, czyli czasoprzestrzeń. Co prawda na Politechnice uczyłem się o przestrzeniach n-wymiarowych, ale co jest udowodnione matematycznie, nie zawsze jest do ogarnięcia racjonalnym umysłem.

I jeszcze jedna ważna rzecz. Na pewno nieraz odczuwałeś dylatację czasu. Raz Ci on się dłużył niemiłosiernie, gdy zbliżał się np. egzamin, a przecież bywało też tak, że czas Ci upłynął nie wiedzieć kiedy, gdy miałeś coś rano załatwić.

Okazuje się, że nasz mózg działa w rytmie tzw. interwałów czasowych. W normalnych warunkach trwają one ~5 sekund i wtedy nasz czas subiektywny pokrywa się z czasem rzeczywistym. Gdy jednak w grę wchodzą np. emocje, mózg zaczyna rejestrować inne interwały czasowe. Mogą one wtedy wynosić 7-9 sekund i czas nam się dłuży lub tylko 2-3 sekundy i wtedy czas jakby „idzie” szybciej. Jednym słowem, można stracić poczucie czasu i jest to biologicznie uzasadnione.

Sam widzisz ile ciekawych zagadnień związanych z czasem dane mi było poznać. Teraz trzeba zająć się praktyką i zyskać trochę czasu, czego i Tobie życzę.

PS. Czy zaglądałeś już na witryny Wandy Loskot. U niej stale coś nowego, co pozwoli Ci mieć nowe inspiracje.

Pozdrawiam życząc więcej czasu
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.smakwody.pl

 

Siła determinacji

Drogi Czytelniku
dziś przekażę Ci parę słów o sobie. Tylko i wyłącznie dlatego, że może się to okazać dla Ciebie inspiracją do własnej motywacji. Punktem wyjścia dzisiejszego rozważania będą zdarzenia z ostatniej soboty. A było to tak:

Jak wiesz z nagrania (to drugie wideo – najpierw parę minut czaruje Michał Jankowiak, a potem ja rozmawiam z Januszem Maruszewskim), które Kamil Cebulski zamieścił w Internecie, już w maju obiecałem, że wybiorę się na sierpniowe II Narodziny Wojownika. No i właśnie w sobotę 23.08.2008 r. tam byłem.

Pisałem już wielokrotnie, że jak Kamil mnie o coś prosi, to nie odmawiam. A skoro mnie zaprosił na to szkolenie, to przybyłem. Wydawało mi się, że najtrudniejszym jego elementem będzie przejście trasy pieszej.

Ale gdy zobaczyłem, jak dzielnie radzi sobie Sandra (nie jest tajemnicą, że ona ma sztywną nogę w kolanie – efekt leczenia w naszej Służbie Zdrowia. Ponoć to nie był błąd lekarzy, a zatem co?), to nadspodziewanie dobrze przemierzyłem te ponad 30 km szlakami Puszczy Kampinoskiej mimo obaw, że porobią mi się na nogach pęcherze i odciski, a zakwasy na drugi dzień będą jeszcze długo przypominały przebyte kilometry. W każdym bądź razie, Sandro gratulacje!

A teraz zajrzyj sobie w ww. nagraniu na pierwsze, trzyminutowe wideo. Dzięki temu zorientujesz się, czym są skoki na bungee. One miały zakończyć II edycję Narodzin Wojownika. Każdy z uczestników i uczestniczek był zachwycony przeżyciami, które skok im dostarczył.

Jedyny moment, który powinien mi dać do myślenia był przypadek Piotra. On nie skoczył i kazał się z powrotem opuścić. Przekonywałem go bezskutecznie, że źle robi, bo pozostanie mu uraz, że nie dał rady przełamać siebie.

W końcu przyszła kolej na mnie. Po wejściu do platformy nic jeszcze się nie działo. Dopiero po chwili zaczął się we mnie rodzić jakiś dziwny niepokój rosnący wraz z wysokością. Na samej górze rozpoczął się dramat. Byłem tak przestraszony wysokością, że nie mogłem zdecydować się na skok.

Mówisz, że to tylko 90 metrów. Tak, masz rację, że to niedużo do przebiegnięcia. Ale do spadania to ogromna wysokość. Ludzi praktycznie nie widać, a plac pod dźwigiem wydaje się wielkości ręcznika. Jak tu w niego wcelować???

No i zaczęło się. W końcu okazało się, że to była kilkunastominutowa walka. Można powiedzieć, że wykazałem się niezłymi umiejętnościami negocjacyjnymi, skoro instruktor towarzyszący mi na platformie nie zdecydował się zakończyć eskapady, jak już wcześniej uczynił to z kolegą Piotrem.

A może zadecydował fakt, że tym instruktorem był Stanisław Góralczyk „Mario”, który rozumiał, że mój strach jest uzasadniony? Przecież widział tysiące przypadków ludzi, którzy skakali lub też nie!

Wiedziałem, że z technicznego punktu widzenia nic mi nie zagraża. Przecież widziałem, jak ciężar skoczka i długość liny są rzetelnie dobierane, więc nie było możliwości dolecieć do powierzchni ziemi. Zresztą na spodzie był napompowany materac, który dodatkowo łagodził zagrożenie.

Ale tam na górze toczyłem ciężką walkę ze sobą. Używałem tych samych argumentów, którymi usiłowałem wcześniej przekonać Piotra do ponownej próby skoku: że będzie czuł niedosyt z powodu cykora, że to nie wypada zawieść grupy dopingującej na dole do skoku (niestety, ich zachęt tam na górze nie słyszałem), że trzeba skoczyć dla samego siebie, bo to wzmocni Twoją motywację i psyche.

Chyba czujesz, że to są logiczne argumenty. Tyle tylko, że nie mają one większego znaczenia, gdy jesteś sparaliżowany strachem. Irracjonalnym strachem, bo jak wspominałem poprzednio, nie było żadnego ryzyka, aby coś Ci się stało. To tylko pracuje Twoja wyobraźnia.

A jednak po tych kilkunastu minutach odniosłem ogromny sukces i skoczyłem. Skoczyłem dopiero wtedy, gdy uzmysłowiłem sobie, że muszę to zrobić, gdyż w przeciwnym wypadku nie dam sobie rady w biznesie, którym teraz się zajmuję. Nie mogłem do tego dopuścić i poszedłem w dół!!!

Na pewno usłyszałem oklaski w momencie skoku. Potem już tylko czułem odprężenie i nieprawdopodobną radość, że pokonałem samego siebie. Kamil natychmiast po skoku nagrał moją wypowiedź. Nie pamiętam, co wtedy mówiłem oprócz tego, że jestem z siebie dumny i odczuwam ogromną satysfakcję. Ciekaw niezmiernie jestem tego nagrania, bo ono jest niezwykle osobiste.

Ale wbrew pozorom to nie koniec przygód z bungee. Wyobraź sobie, że skok przypłaciłem bardzo bolesną kontuzją. Mianowicie podczas skoku naderwałem sobie bark. Nic o tym nie wiedziałem. Ot, coś mnie zabolało troszeczkę. Nawet potem pomagałem koledze Włodkowi przy podłączaniu akumulatora kablami, aby silnik zapalił. Niestety, kable okazały się o zbyt małych przekrojach i rozrusznik tylko zajęczał. Potem rozwiozłem 5 osób po Warszawie i z ręką było prawie wszystko dobrze. A gdy wziąłem ciepły prysznic, to nawet przestała całkiem boleć.

Ale o 2 w nocy, gdy stres opadł, obudził mnie nieznośny ból. Przy najmniejszym ruchu zwijałem się w boleściach. Oczywiście do rana nie zmrużyłem oka i wtedy zwlokłem się z łóżka, jakimś cudem nałożyłem koszulę i pojechałem na ostry dyżur. Akurat złośliwie nie było lekarza ortopedy w Szpitalu Bielańskim, a to z Łomianek najbliżej. W końcu „doczłapałem” po warszawskich dziurach do Szpitala Praskiego i tam udzielono mi pomocy.

Miła pani w rentgenie zrobiła mi zdjęcia przez koszulę. Na szczęście nie było żadnego złamania ani jakiegoś odprysku kości barku. Gorzej u lekarza. Ten uparł się mnie szczegółowo przebadać. Myślałem, że pan doktor coś naciągnie, puknie, stuknie i ból przejdzie. Ale gdzie tam, tylko go zwiększył usiłując zorientować się, jakie są uszkodzenia. Powiedział, że ból minie, ale dopiero po 2 tygodniach, jak wiązadła i mięśnie zagoją się.

Zapytałem pana doktora, jak to możliwe, aby tak sobie bezsensownie uszkodzić bark. „Cóż – mówi pan doktor – był Pan sparaliżowany strachem, a więc wszystkie mięśnie były spięte. Dla mnie z medycznego punktu widzenia najbardziej ciekawe jest to, w jaki sposób udało się Panu wyskoczyć przy zesztywniałych mięśniach”. No właśnie, jak?

Jestem przekonany, że nie wypchnęły mnie mięśnie, ale siła woli – siła mojej olbrzymiej determinacji, aby odnieść w życiu sukces. A paniczny strach i boląca ręka to tylko cena, jaką za niego płacę.

Jeśli kiedykolwiek będziesz postawiony w sytuacji, w której wydaje Ci się, że nie dasz czemuś rady, wspomnij mój przypadek. Wyobraź sobie, ile stracisz, jeśli w kluczowym dla Ciebie momencie życia zawahasz się i zrezygnujesz, mimo że masz uzasadniony powód. Popatrz, ile stracisz, gdy nie przełamiesz siebie.

Zapamiętaj proszę tę maksymę i niech Ci brzmi w uszach w krytycznych dla Ciebie chwilach: Nic nie jest łatwe, dopóki jest trudne lub prawie niewykonalne, jak w moim przypadku. Ale słowo „prawie” robi różnicę.

Zgadzam się z Tobą, że strach jest okropnym uczuciem stworzonym prawdopodobnie dla Twojego bezpieczeństwa. Ja mam o tyle trudniej, że moimi talentami są m.in. odpowiedzialność i rozwaga. Te cechy mojej osobowości dodatkowo powstrzymywały mnie przed skokiem. Ale jednocześnie to właśnie one pozwoliły mi pokonać strach i dzięki nim odniosłem zwycięstwo.

Skoczyłem ze względu na swoją rozwagę i odpowiedzialność za przyszłe życie. Gdybym przegrał w sobotę walkę ze sobą, bez tego jedynego skoku nie wyglądałoby ono już nigdy tak wspaniale. Gdzieś tkwiłaby we mnie zadra, że nie dałem rady. A tak dzięki Kamilowi Cebulskiemu narodził się we mnie jeszcze lepszy Wojownik.

Po takim przeżyciu jak w sobotę jestem pewien, że zdobyłem nieprawdopodobne doświadczenie w poznawaniu własnych możliwości, co stanowi kolejny krok w drodze do sukcesu. I co więcej, jestem pewien, że jeszcze lepiej rozumiem Ciebie, gdy mi mówisz o swoich obawach przed wejściem na swoją ścieżkę rozwoju.

Tak, masz rację, że się boisz, bo nie wiesz, co się na niej czai. Ale wspomnij wtedy historię mojego skoku, jak pracowała wbrew mnie moja wyobraźnia. Widziałem przeszkody, których w rzeczywistości nie było. I zapamiętaj przede wszystkim, że dzięki swojej determinacji mogłem te irracjonalne obawy pokonać.

Czego i Tobie życzę, bo za każdym razem, gdy pokonasz siebie, stajesz się lepszy.

PS. Możesz też rozwijać się w sposób mniej ekstremalny. Właśnie dostałem informację od Michała Toczyskiego, że Piotr Krupa przez dwa dni najbliższego weekendu, tj. 30-31.08.2008 r. pokaże Ci genialne techniki sprzedaży. Bliższe informacje znajdziesz tutaj.

A na razie po sobotnich emocjach pozdrawiam optymistycznie
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.smakwody.pl

Uwierz w siebie

Drogi Czytelniku
miałem wczoraj wyjątkową okazję i uścisnąłem dłoń Bubby Pratta. Na pewno nic Ci to nazwisko nie mówi, ale zapewniam Cię, że to jeden z największych mistrzów jednego z MLM-ów. Człowiek, któremu nauczyciele nie wróżyli żadnej przyszłości, a szkołę średnią ukończył tylko dlatego, że był sportowcem.

Wyobraź sobie, że jednak to on odniósł sukces życiowy, a jego oponenci niekoniecznie. Chociaż wasny biznes sprzedaży samochodów zakończył się niepowodzeniem, a choroba pierwszego syna doprowadziła go na skraj bankructwa, to potrafił zmienić swoje życie i obecnie jest szanowanym mówcą i motywatorem, a ponadto właścicielem ogólnoświatowej sieci sprzedaży.

Dlaczego tak się stało? Miał szczęście spotkać człowieka, który w niego wierzył i okazywał mu to przy każdej okazji. Dzięki temu zaczął inaczej funkcjonować. Zewnętrznie objawiło się noszeniem krawata i coraz lepszym ubiorem (w miarę spłacanych długów). Ale główna zmiana nastąpiła wewnątrz. Uwierzył swojemu guru Timowi Foleyowi – to nazwisko też Ci nic nie powie, a szkoda, bo nie wiesz, ile tracisz – w to, że jest wartościowym człowiekiem, ponieważ wytrwale przezwycięża trudności pojawiające mu się w życiu.

Tim, w przeciwieństwie do nauczycieli Bubby, potrafił przekonać go do uwierzenia w siebie. Czynił to w ten sposób, że nie szczędził mu pochwał przy każdej okazji. W rezultacie Bubba znajdował coraz więcej energii do działań. Dzięki temu umiał pogodzić pracę sprzedawcy samochodów, opieki nad chorym synem i budowniczego swojej sieci sprzedaży.

Gdy słuchałem wczoraj Bubby oczywiście o tych rzeczach nie mówił. Znam je z wcześniejszych opowieści ludzi, którzy poznali go parę lat temu. Dlatego koniecznie chciałem posłuchać, co ma do powiedzenia człowiek, który odniósł w życiu nieprawdopodobny sukces, w tym finansowy, a jednocześnie dzięki swojej działalności i propagowaniu specyficznego biznesu pomógł wielu ludziom spełnić ich marzenia.

Jestem pewien, że Bubba nigdy by nie zdziałał tylu pozytywnych rzeczy, gdyby kiedyś nie uwierzył w siebie. Nieważne, kto mu w tym pomógł. Ważne, że zawdzięcza to głównie sobie.

Jeśli zastanawiasz się, czy Ty też jesteś zdolny do wielkich czynów, to pomyśl, że Bubba Pratt skupił się na działaniu, a nie na siedzeniu w zasępieniu, ile to trudności czyha. Nie trać czasu, tylko uwierz w siebie! Na rezultaty nie musisz długo czekać.

Pozdrawiam optymistycznie
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.smakwody.pl

Bądź silny

Drogi Czytelniku
tydzień temu gościliśmy w warszawskim Klubie Ludzi Sukcesu jego pomysłodawcę Tadeusza Niwińskiego. Dla mnie była to wielka okazja poznać człowieka, nota bene też chemika jak ja, który znacznie wcześniej ode mnie postanowił propagować, że każdy z nas samodzielnie decyduje o jakości swojego życia. Jednym słowem, tylko od nas zależy osiągnięcie szczęścia i sukcesu życiowego.

Dlatego w życiu musisz być silny. Masz być jak skała, aby od Ciebie odbijały się trudności i przeciwności losu. Między innymi z tego względu nie możesz posługiwać się językiem ofiary.

Od razu Ci wyjaśnię, o co chodzi, bo też nie znałem tego pojęcia. Otóż okazuje się, że ofiara – w przeciwieństwie do człowieka sukcesu – używa 5 następujących zwrotów:
– muszę,
– nie mogę (ale od razu w domyśle: muszę),
– chciałbym
– postaram się
– spróbuję

Wyobraź sobie, że w przeciwieństwie do człowieka-ofiary człowiek silny, człowiek sukcesu unika jak ognia powyższych sformułowań. Zacznijmy zatem po kolei analizować powyższe słowa.

MUSZĘ – istnieje przekonanie, że używasz tego słowa, gdy nie robisz czegoś z własnej woli. Co więcej, znam osoby odnoszące w życiu sukcesy, które twierdzą, że „nic nie musisz”. Po prostu, jeśli cokolwiek robisz, masz do tego przekonanie, że jest to dla Ciebie korzystne. Osobiście nie jestem tak rygorystyczny w używaniu tego słowa i dopuszczam sytuacje, kiedy można je wypowiedzieć, np. gdy sam dajesz sobie imperatyw do wykonania jakiegoś dzieła bądź jakiejś czynności, może nawet trochę niechcianej. Sam zresztą zobacz mój wpis na temat tego słowa.

NIE MOGĘ – no właśnie: nie mogę, ale muszę, czyli robisz coś wbrew sobie. Nawet jeśli powinieneś zrobić coś innego, bardziej właściwego, to sam przed sobą usprawiedliwiasz się, że nie miałeś innego wyjścia.

CHCIAŁBYM – znaczy się nie bardzo mogę, bo…, np. jestem nieudacznikiem. Jednym słowem sam się nakręcasz przeciwko sobie.

POSTARAM SIĘ – tylko nie wiem po co, bo i tak nie dam rady. Cały swój wysiłek kierujesz na to, aby wykazać, że coś jest nie do zrobienia i potem z satysfakcją stwierdzasz, że coś jednak nie wyszło – „a nie mówiłem…”

SPRÓBUJĘ – a więc zrobisz coś na odczepnego nie wierząc w pomyślne zakończenie, bo nie jesteś dobrze zmotywowany.

Zatem przestań być ofiarą i stań się silny. Zacznij używać świadomie takich słów jak: „chcę”, „zrobię to” lub nawet miej odwagę odmówić: „nie chcę”. Na rezultaty nie będziesz czekał długo i sam się zdziwisz, że język ofiary nie jest już dla Ciebie taki wygodny.

Powodzenia,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.smakwody.pl

Podejmij decyzję!

Drogi Czytelniku
Jakiś czas temu sąsiad pożyczył ode mnie książkę „Prosta metoda jak skutecznie rzucić palenie„, o której pisałem kilka tygodni temu. Dzisiaj ją odzyskałem. Nie byłoby w tym nic ciekawego, gdyby nie tekst sąsiada, który oznajmił, że książki nie przeczytał, ponieważ bał się, że jednak jeszcze nie podjął decyzji o rzuceniu palenia.

Jak sam powiedział, prawie co rano budzi się z postanowieniem, że musi coś z tym swoim paleniem zrobić. Jednocześnie nie podejmuje żadnych działań w tym kierunku. Oczywiście nie licząc pożyczenia ode mnie książki.

To był przykład dotyczący palenia, ale mechanizm działania, a właściwie nie podejmowania koniecznych działań jest podobny. Czy bywa tak, że czujesz się sparaliżowany strachem przed wprowadzeniem czegoś nowego w swoim życiu? Czy przyznałeś się kiedykolwiek przed sobą, że chociaż nieraz psioczysz na swoją pracę, znajomych, rodzinę, sytuację finansową, czy psujący się samochód, to jednak wolisz pozostać w bezpiecznym, bo znanym Ci obszarze, niż zacząć żyć inaczej?

W związku z tym wciąż drepcesz w miejscu popadając w coraz większą frustrację, że coś Ci w życiu nie wychodzi tak, jakbyś chciał i na co zasługusz. A może nawet wpadłeś w sidła stresu, który Cię prędzej czy później zniszczy?

Wanda Loskot postawiła nam kiedyś taką zagadkę: Pięć żab siedziało na moście. Trzy postanowiły wskoczyć do wody. Ile żab zostało? No właśnie, ile?

Widzisz, wbrew pozorom nie dwie, tylko nadal pięć. Samo postanowienie, że coś zrobisz dla siebie, to stanowczo za mało. Właściwie to nic nie znaczy – jak z tymi żabami. Pozostajesz nadal w pułapce złudzeń, że skoro coś postanowiłeś, już osiągnąłeś sukces. To stanowczo za mało, aby uznać, że cel został osiągnięty.

No bo kto ma za Ciebie zrealizować zadanie, za które Ty sam się nie bierzesz? Nawet jeśli chcesz coś komuś oddelegować, powinieneś podjąć decyzję co i w jaki sposób zamierzasz wykonać. Dopiero bowiem przy podejmowaniu decyzji zaczynasz dokonywać wyborów, jak zrealizować wytyczony sobie cel.

W moim rozumieniu, decyzja nie jest chwilowym aktem działań. To raczej cały proces decyzyjny, bo często mając nowe dane należy decyzję skorygować.

Nie bój się podejmować decyzji! Zawsze uważałem, że lepiej podjąć nawet niezbyt optymalną decyzję niż żadnej. Wbrew pozorom o wiele łatwiej będzie Ci w życiu, jeśli nie będzie Cię paraliżował strach przed podejmowaniem decyzji. Czasami możesz nawet się pomylić i podjąć złą decyzję. Trudno, nic się przecież z tego powodu nie stanie, gdy skorygujesz swoją pomyłkę, a jednocześnie zdobywasz cenne doświadczenie.

Może akurat wskazane jest, abyś coś ważnego wprowadził teraz w czyn? Ty tymczasem wciąż tkwisz na etapie kombinacji, co by tu było warto zrobić dla siebie. Zamiast decyzji wciąż wahasz się i znajdujesz nowe wymówki, aby tylko nie dokonać właściwego z Twojego punktu widzenia wyboru. Bez względu na konsekwencje, zrób to! Po prostu, podejmij decyzję i niech ta umiejętność z czasem stanie się Twoim nawykiem.

PS. Na wszelki wypadek zapytam, czy już podjąłeś decyzję, aby zapisać się do Klubu Przedsiębiorcy?

Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

Jak poszukiwać swego talentu? cz. 1

Drogi Czytelniku
Niedawno Ewa zadała takie pytanie: mam problem ze znalezieniem swojego zadania, ustaleniem swoich talentów, niewątpliwie nie mogę narzekać a brak cech pozytywnych i zdolności, ale mam wrażenie , że tego o co chodzi nie poznałam, jak poszukiwać swego talentu?

Uważam, że nie uda mi się odpowiedzieć na to pytanie w jednym poście, dlatego temu nadałem nr 1. Ponadto z każdym dniem zwiększa się nam wszystkim zasób wiedzy, więc za każdym razem odpowiedzi mogą być trochę inne. Często zmienia się też punkt widzenia, gdy po jakimś czasie mamy inne refleksje.

Przekonałem się o tym, gdy odpowiadałem dwa razy na takie samo pytanie Grażyny: Jak rozpoznać talent, który daje radość, szczęście i pieniądze? Zrobiłem to specjalnie i przyznasz, że posty na ten sam temat „Czy wierzysz w to, co robisz?” i „Czy sam talent wystarczy?” trochę się różnią. Chociaż nie zmienia się ich przesłanie, to jednak dobór słów jest trochę inny.

Jeśli chodzi o poszukiwanie talentu – zdefiniowanego tak, jak dokonali tego Marcus Buckingham i Donald Clifton z Instytutu Gallupa – należy moim zdaniem wpierw „porozmawiać ze sobą”.

Obawiam się, że to nie najlepsze rozwiązanie Twojego problemu, że czekasz tylko na gotowe podpowiedzi o swoim talencie. Co więcej, byłoby bardzo źle, gdy w ogóle siebie nie znasz.

Czy liczysz na to, że osiągniesz sukces, jeśli zagadką dla siebie jesteś Ty sam? Któż, jak nie Ty, musi mieć doskonały, partnerski kontakt ze swoim „wnętrzem”! Nawet jeśli ktoś Ci pomoże odkryć Twoje talenty, Ty musisz zweryfikować ich prawdziwość i trafność diagnozy.

Zatem na początek zacznij analizować, w czym czujesz się mocny. Doprawdy, zobacz, w czym jesteś dobry, a których czynności nie cierpisz robić. Zapisz, co Ci sprawiło ostatnio radość i dało satysfakcję, że to perfekcyjnie wykonałeś. Może znasz jakieś życzliwe opinie o sobie. Czy się z nimi zgadzasz, czy też uważasz, że są błędne? Na podstawie czego tak twierdzisz?

Jak widzisz, powinieneś zacząć „zbliżać” się do siebie, bo to znacznie poprawi twój potencjał emocjonalny. Przestań żyć w nieświadomości swojej wartości. Na razie skup się na tym, co Ci się u siebie podoba i co chciałbyś widzieć u innych ludzi.

PS. Wanda Loskot zapowiedziała, że w lipcu zrobi zapisy do Klubu Przedsiębiorcy. One będą trwać krótko. Najwyżej parę dni. Już teraz proponuję Ci sprawdzić, czy masz odpowiednią kartę kredytową i zapisać się na listę mailingową.

Pozdrawiam optymistycznie
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

Czy wierzysz w to, co robisz?

Drogi Czytelniku
Niedawno Grażyna przesłała mi taką kwestię: Jak rozpoznać talent, który daje radość, szczęście i pieniądze? Może i Ty zadajesz sobie podobne pytanie? Ha, nie ukrywam, że dla każdego byłoby wspaniale znaleźć na nie odpowiedź i każdemu tego życzę.

Jednak jak już wielokrotnie pisałem, cały problem polega na tym, że nikt Ci nie poda „na tacy” gotowej odpowiedzi na tak fundamentalne pytanie. Dlaczego? Bo to tylko Ty jesteś upoważniony, aby sobie na nie odpowiedzieć. Ja mogę co najwyżej dać Ci pewne sugestie lub zwrócić uwagę na sprawy, których być może nie wziąłeś pod uwagę.

Przede wszystkim cieszę się, że ktoś poszukuje w życiu radości, szczęścia i pieniędzy. Osobiście nie widzę nic zdrożnego w tym, że myślisz również o pieniądzach. Co prawda, istnieje przekonanie, że pieniądze szczęścia nie dają, niemniej ja reprezentuję odmienny pogląd. Według mnie pieniądze są tylko narzędziem i to Ty decydujesz, co z nimi zrobisz.

Zapewniam Cię, że jeśli przed zdobyciem pieniędzy byłeś złym człowiekiem, to po ich uzyskaniu staniesz się jeszcze gorszym.

Natomiast jeśli byłeś dobrym człowiekiem, staniesz się dzięki nim jeszcze lepszym. I będziesz miał o wiele więcej możliwości pożytecznie je wykorzystać.

Jednym słowem, pieniądze tylko uwypuklą, co w Tobie siedzi i kim byłeś do tej pory.

Na pewno już wiesz ze swojego doświadczenia, że nic nie przychodzi łatwo. Żeby coś osiągnąć, zawsze trzeba coś poświęcić! Z czego jesteś gotów zrezygnować, aby osiągnąć inne rezultaty życiowe niż masz dotychczas? Swojego wolnego czasu, jakiegoś kapitału, doraźnych przyjemności typu grill na działce lub wyjazd na wczasy, może z części przyjaciół lub znajomych.

Ile zdecydowałbyś się oddać czegoś teraz, aby gratyfikacje uzyskać dopiero po pewnym czasie: za rok, za dwa, może za pięć czy dziesięć lat? Czy wierzysz, że takie odwleczenie nagrody ma sens? Czy jesteś przekonany o tym, że nie braknie Ci wytrwałości w dążeniu do wybranych marzeń: radości, szczęścia i pieniędzy?

Te twarde słowa, które dziś piszę wynikają z tekstu jednego z wczorajszych czytań, które usłyszałem podczas Mszy Świętej. Był to fragment Listu do Rzymian Świętego Pawła Apostoła:

„Abraham wbrew nadziei uwierzył nadziei, że stanie się ojcem wielu narodów zgodnie z tym, co było powiedziane: takie będzie twoje potomstwo. I nie zachwiał się w wierze, choć stwierdził, że ciało jego jest już obumarłe – miał już prawie sto lat – i że obumarłe jest łono Sary. I nie okazał wahania ani niedowierzania co do obietnicy Bożej, ale się wzmocnił w wierze. Oddał przez to chwałę Bogu i był przekonany, że mocen jest On również wypełnić, co obiecał. Dlatego też poczytano mu to za sprawiedliwość. A to, że poczytano mu, zostało napisane nie ze względu na niego samego, ale i ze względu na nas , jako że będzie poczytane i nam, którzy wierzymy w Tego, co wskrzesił z martwych Jezusa, Pana naszego. On to został wydany za nasze grzechy i wskrzeszony z martwych dla naszego usprawiedliwienia. (Rz 4,18-25)”

Właśnie, jaka jest Twoja wiara w sukces? Czy nawet wbrew nadziei, tym wszystkim przeciwnościom losu, wierzysz, że go osiągniesz? Czy masz w sobie wystarczająco dużo wytrwałości, aby do niego dążyć? Czy powód, dla którego to czynisz jest aż tak porywający?

Nie oczekuj na proste rozwiązanie swojej sytuacji życiowej! Nic się nie dzieje w rzeczywistości jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, lecz jest to pewien proces. Proces, gdyż tu chodzi o zmianę Twojego dotychczasowego sposobu życia. Niestety, zmiany zachodzą powoli. Najlepiej więc, gdy już dzisiaj przystąpisz do ich wprowadzenia w swoim życiu.

Oczekiwanie, że radość, szczęście i pieniądze same przyjdą, jest nieporozumieniem. Co więcej, gwarantuje Ci, że w tej chwili możesz nawet być na nie nieprzygotowany! Może dla Ciebie zabrzmi to jak herezja, ale radości musisz się nauczyć, szczęściu pomóc, a na pieniądze zasłużyć. Jeśli nie spełniasz tych wymogów, możesz stać się zgnuśniałym, smutnym nieszczęśnikiem uzależnionym tylko od pieniędzy.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że w życiu nie jest Ci łatwo. Jesteśmy o wiele lepiej przygotowani na porażki niż sukcesu. Jeśli nawet coś nam nie wyjdzie, to filozoficznie stwierdzimy, że nic się nie stało, a czas uleczy nasze rany. Natomiast jeśli chodzi o sukces, rzadko o nim myślisz, bo tkwi w Tobie jak zadra przekonanie, że na sukces nie zasługujesz. Dlatego o nim prawie nie myślisz i co gorsza w jego osiągnięcie nie wierzysz.

Życzę Ci, aby zawsze towarzyszyła Ci wiara, że to co robisz służy osiągnięciu celów życiowych, które sobie założyłeś. Jeśli przestaniesz wierzyć, wpadniesz w pułapkę braku sukcesu. Wszystkie znane mi przypadki braku sukcesu są skutkiem tylko jednej przyczyny, która nazywa się REZYGNACJA. Po prostu, ktoś za szybko zrezygnował, bo brakło mu wiary w sukces.

Znacznie lepiej wytłumaczy Ci to zagadnienie Wanda Loskot. Zajrzyj na jej blog i kliknij po prawej stronie w zakładkę „Mysl i Bogac Sie!„.

Pozdrawiam optymistycznie
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.szansadlaciebie.pl (prace nad pierwszą moją witryną trwają)
www.smakwody.pl

Szanuj swoją energię

Drogi Czytelniku
Dopiero teraz mogę Ci napisać parę słów o sobotnim spotkaniu z Wandą Loskot w Warszawie. Na pewno skorzystałbyś z niego co najmniej w takim stopniu jak ja, bo nigdy tak cennych rad za dużo. Rad, które należy od razu wprowadzać w życie.

Tematem wiodącym było zagadnienie energii, a właściwie problem jej zbyt łatwego pozbywania się przez nas. Co gorsza, przy jednoczesnym braku jakichkolwiek działań nad jej odnawianiem.

Tak przy okazji, dopiero teraz znalazłem uzasadnienie, dlaczego trzeba zapisywać rzeczy do zrobienia, cele, przemyślenia, pomysły itp. Po prostu, jeśli zapiszesz, nie będziesz pozbywał się energii w swoim umyśle, aby pamiętać o takich „drobiazgach”.

Powiesz, że to przecież tylko niewielka cząstka wydatku energetycznego. Być może tak, ale tu chodzi o budowanie zupełnie nowych nawyków. Nawyków, które pozwolą Ci zaoszczędzić energię po to, aby wykorzystać ją w innych sprawach o wiele wydajniej.

Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, że jeśli Twój organizm wydatkuje za dużo energii, odczuwasz znużenie, wypalenie w stosunku do danego projektu. Jednym słowem stajesz się mało produktywny.

Zdaniem Wandy aż 95% tego co robimy to nasze nawyki. Jak widzisz byłoby znakomicie, aby nawyki pozwalały nam robić to, co jest dla nas korzystne. Niestety, mamy też nawyki, które prowadzą nas na manowce i marnujemy tylko naszą energię.

Z tymi nawykami jest tak samo, jak z budowaniem muskulatury. Tu się nie da iść na skróty. Jeśli na siłowni przesadzisz z ciężarami, odniesiesz odwrotny skutek od zamierzeń. Powinieneś słuchać się swojego trenera i stopniowo zwiększać wysiłek, bo inaczej zarżniesz się obciążeniami.

Wiesz, dobrze byłoby tak samo postępować w przypadku naszej energii. Wykrój na początek ze swoich zadań 1 (słownie: jedną) godzinę dziennie, w ciągu której niezwykle intensywnie popracujesz umysłowo 50 minut i na koniec dasz sobie 10 minut odpoczynku. Niektórzy nazywają taki cykl pracy „złotą godziną”.

Zachęcałbym Cię, abyś wykreował w sobie nowy nawyk. Zidentyfikuj porę dnia, w której mógłbyś działać przez godzinę na maksymalnych obrotach. Przekonaj się sam, ile wtedy możesz zrobić pożytecznych dla siebie rzeczy, bo staniesz się zdecydowanie bardziej twórczy.

Jak widzisz mam kłopoty ze znalezieniem właściwego określenia angielskiego słowa „productivity”. Zazwyczaj jest ono tłumaczone jako „produktywność”. Mówiąc szczerze brzmi mi to trochę obco. Raczej skłaniałbym się do sformułowań typu „wydajność”, czy „skuteczność działań”. W takim razie zachęcałbym Cię do uzyskania wspaniałej wydajności umysłowej w czasie tej „złotej godziny”. Nie zapomnij też o krótkim odpoczynku po niej.

Wiesz, nie zdawałem sobie sprawy, że wyrobienie nawyku oszczędzania własnej energii jest tak niezwykle ważnym elementem w drodze do osiągnięcia sukcesu. Gdyby nie sobotni wykład Wandy Loskot, nie miałbym żadnej inspiracji do wielu koniecznych zmian w gospodarowaniu czasem w ciągu dnia.

Jeśli chodzi o mnie, już widzę, że muszę przemeblować dogłębnie swoje zajęcia i z części z nich całkowicie zrezygnować. One mi tylko przeszkadzają, bo pochłaniają niewspółmiernie dużo energii w stosunku do efektów.

Co znaczy być na dobrym wykładzie!!! Może i Ty zaczniesz inaczej traktować swoją energię. Wiesz, nikt z nas nie jest niezniszczalny, więc trzeba się szanować energetycznie.

Pozdrawiam optymistycznie
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.szansadlaciebie.pl
www.smakwody.pl