Masz przywilej wyboru

Drogi Czytelniku,
tylko popatrz, jaka zdarzyła się gra słów. Otóż tytuł dzisiejszego wpisu mogę zapisać w inny sposób: masz Przywilej wyboru. Fonetycznie wszystko brzmi tak samo, a jednak oznacza coś zupełnie innego. W tym przypadku słowa zapisane kursywą, czyli Przywilej wyboru, oznaczają tytuł mojej najnowszej książki.

Książka Przywilej wyboru powstawała przez ostatnie kilkanaście miesięcy. Stanowi ona przykład, jak niezwykle ważną sprawą w naszych działaniach jest wytrwałość. Wystarczy konsekwentnie krok po kroku działać w określonym kierunku, aby w końcu uzyskać oczekiwane rezultaty. To jest ponadczasowa zasada, od której nie ma odejścia. Droga na skróty najczęściej kończy się klęską.

Tytuł książkiOkładka-strona tytułowa-wo1 nawiązuje do tego, że nasze wybory, których dokonujemy każdego dnia, decydują o tym, jak nasze życie będzie wyglądało za jakiś czas. Ten czas jest bardzo różny. Czasami skutki odczuwasz od razu, np. w czasie rozmowy, gdy dasz się sprowokować do silnych, najczęściej negatywnych emocji. W innym przypadku następstwo Twoich działań lub – co gorsze – ich zaniechanie odczujesz nawet po kilku latach.

To, że żyjemy w czasach, gdy dysponujemy wolnością, może stwarzać Ci trudność. W rezultacie nie cenisz tego, że głównie od Ciebie zależy, jaki styl życia dla siebie określisz i w jaki sposób możesz do niej dążyć. To powinny być Twoje świadome wybory, a nie narzucone przez innych!

Jednak rozumiem Ciebie, że bronisz się przed podejmowaniem decyzji. Wszak gdy popełnisz błąd, musisz przyjąć na siebie konsekwencje. A tego prawie nikt nie chce robić.

A z drugiej strony, przecież kierujesz się swoim umysłem a nie instynktem. Masz przywilej podejmowania suwerennych decyzji. Łącznie z tą, co zrobisz, gdy już wiesz, że na rynku pojawiła się książka Przywilej wyboru. Rysunki do niej wykonała Katarzyna Ślusarska z Kwidzyna, a wiersze napisała Małgorzata Marenin z Kielc. Zatem, życzę mądrej decyzji nabycia mojej książki i miłej lektury.

Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl

Wstań i jedź

Drogi Czytelniku,
czy jesteś sobie w stanie wyobrazić radość młodych rodziców, gdy rodzi się ich pierwsze dziecko i to od razu oczekiwany syn? Tak, to świetnie. Czujesz więc też zapewne, jak muszą się cieszyć,  gdy dziecko pięknie się rozwija i jest niezwykle radosne. Ba, przychodzi nawet na świat następny potomek rodu.

I oto nagle po czterech latach cały ten świat się wali. Nie tylko dla rodziców, lecz także dla tego małego Łukasza. Z bliżej nie znanych powodów zaczynają mu zanikać mięśnie. Od szóstego roku życia, a więc od osiemnastu lat, jest już na stałe przykuty do wózka inwalidzkiego. Co z tego, że w momencie urodzenia osiągnął maksymalny wynik, a więc 10 punktów, skoro to nie ma żadnego znaczenia w późniejszym jego życiu.

Łukasza Krasonia, bo o nim tu mowa, poznałem w styczniu tego roku podczas weekendowych zajęć TLI organizacji Toastmasters, czyli naszego Instytutu Przywództwa. Swoją drogą, właśnie przed chwilą wróciłem z podobnej imprezy w Bydgoszczy. Gratulacje dla Organizatorów. Czapki z głów, jak ją znakomicie przygotowaliście, mimo że po raz pierwszy.

Wtedy to w styczniu br. mogłem wysłuchać na żywo krążącej po Internecie przejmującej opowieści Łukasza. W piątek 28.06 przed wyjazdem na TLI do Bydgoszczy byłem na spotkaniu z nim w Warszawie, aby poprzeć akcję „Wstań i Jedź„. To konwój rowerowy, podczas którego Łukasz z Małgosią, swoją żoną i przyjaciółmi, odwiedza różne miasta Polski i zachęca słuchaczy do akceptacji siebie i rozpoczęcia batalii o to, aby każdy z nas mógł dokonać czegoś wielkiego. Ma na to wystarczające atuty.

Przy okazji nabyłem z autografami książkę autorstwa naszego bohaterskiego małżeństwa, zilustrowaną przez Anetę Skórnicką. Ma ona nieprawdopodobny talent do rysowania. Popatrz tylko na jej autograf w moim egzemplarzu książki.Wstań i Jedź-1 wersja2

Wykonanie go zajęło jej tylko kilkanaście sekund. Niesamowicie utalentowana dziewczyna! Jeśli potrzebujesz rysunków do publikacji, czasopisma, plakatu czy na inną okoliczność, wal do niej, jak w dym. Mam jej wizytówkę, więc w razie czego służę pomocą w kontakcie.

Może biadolisz nad swoim losem? Masz pretensje do wszystkich, że Ci nie idzie? W rzeczy samej, tak jest wygodnie. A czy wiesz, czego tak naprawdę chcesz od życia? Czy potrafisz wziąć przykład z Małgosi i Łukasza? Czy zdecydujesz się podjąć decyzje, które pozwolą Ci zmierzyć się z własnymi problemami?

I jeszcze jedno. Na kole wózka, na którym porusza się Łukasz, znajduje się napis: Koniec z narzekaniem. Weź sobie to hasło do serca! Ty też możesz wstać i pojechać swoją drogą. Stać Cię dokonać takiego wyboru.

Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

 

Amerykański Dakar

Drogi Czytelniku,
pod koniec listopada zeszłego roku rozmawiałem z naszymi dwoma zawodnikami przygotowującymi się do rajdu Dakar 2013. Byli to motocykliści Jacek Czachor i Marek Dąbrowski. Podali  mi kilka bardzo ciekawych spostrzeżeń związanych z rajdem Dakar, które mogą być interesujące również dla Ciebie. Po tej rozmowie rozumiem o wiele lepiej niuanse związane z tym morderczym rajdem.

Niezwykle ważny jest sprzęt, którym dysponują zawodnicy. Od niego zależy, kto ma jakie szanse na zwycięstwo, a kto tylko na udział w wyścigu. W zeszłym roku w Rajdzie Dakar 2012 tylko 3 zawodników w kategorii samochodów osobowych mogło myśleć o podium. Wśród nich był Krzysztof Hołowczyc. Niestety, podobnie jak w tym roku, musiał wycofać się z rajdu. Ostatecznie, podobnie jak w tym roku zwyciężył  Stephane Peterhansel.

O wiele ciekawsza jest rywalizacja motocyklistów. Tutaj mniej więcej 30 zawodników dysponuje równorzędnym sprzętem. Stawka jest bardziej wyrównana ze względu na niższe koszty pojazdu. Zdecydowanie bardziej liczy się – mówiąc nieładnie, lecz dosadnie – czynnik ludzki.

To od zawodnika zależy, na jakie ryzyko zdecyduje się, jak jest twardy mentalnie, jak przygotowany kondycyjnie i jaką ma wytrzymałość na doraźne niepowodzenia. Wśród tych ostatnich są sińce po upadkach, mordęga gardła od pyłu i kurzu, moczenie w wodzie przy przekraczaniu rzek i wiele innych wątpliwych atrakcji.

Sam widzisz, że na Rajdzie Dakar jest podobnie jak w życiu. W czołówce, przynajmniej przez pewien czas, są ci, którzy dysponują największymi atutami. Jednak nie zawsze kończą bieg. Wygrywają tacy, co przez lata zdobywają doświadczenie oraz są silni pod względem fizycznym i psychicznym. Tak jak Stephane Peterhansel, który wcześniej wygrywał ten rajd jako motocyklista.

Jak ważna jest psychologia w tego typu współzawodnictwie podkreślał w czasie rozmowy Jacek Czachor. To jedyny człowiek na świecie, który ukończył wszystkie rajdy Dakar, w których uczestniczył. Na swoim koncie ma ich już kilkanaście, wiec dobrze wie, co mówi.

Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

Pytanie: Jestem ciągle zagubiony, co robić?

Drogi Czytelniku mojego bloga,
otrzymałem kolejne pytanie, tym razem o treści dokładnie takiej, jak tytuł tego wpisu. Ktoś zadał je anonimowo. Z pewnością był tak zagubiony, że nie zdążył podać nawet swojego imienia. O zwrotnym adresie mailowym także zapomniał.

Jednak z tym pytaniem jest coś na rzeczy… Jak żyć?

No właśnie, jak żyć, gdy świat wokół tak szybko się zmienia?

Brakuje uniwersalnej recepty, jak sobie z tym wszystkim poradzić. Przecież każdy z nas ma ogrom problemów do zwalczenia. Raczej trudno o łatwe rozwiązania. Poza tym troski dnia codziennego zakłócają nam tok myślenia, co i jak robić. Prowadzi to w konsekwencji do naszego totalnego, jeszcze większego zagubienia.

Czy rzeczywiście sytuacja jest bez wyjścia? Nie! Każdy problem ma swoje rozwiązanie. No tak! Ale jak je znaleźć w konkretnej sytuacji?

Warto się na chwilę zatrzymać, aby uświadomić sobie, co jest dla mnie ważne. To jest w zasadzie proste zadanie. Czy jednak rzeczywiście od razu wiesz, jakie są Twoje prawdziwe wartości? A przecież od nich wszystko się zaczyna. Dopiero na ich podstawie możesz wyznaczyć swoje priorytety.

Weź kartkę i spisz, o co chcesz zabiegać. Na szczęście żyjemy we w miarę spokojnych czasach. Nie musisz walczyć o swoje idee na śmierć i życie.

Ciekaw jestem, jakich zapisów dokonałeś. Ile zagadnień jest dla Ciebie naprawdę ważnych. Które po drodze wykreśliłeś, a które pozostały?

Gdy już je masz, przeanalizuj je pod względem ważności. Dzięki temu poznasz swoje kryteria wyboru. Wtedy o wiele łatwiej będzie Ci podjąć wykluczające się decyzje. Wygra ta sprawa, która w Twojej hierarchii wartości jest Ci najbliższa.

Wiedząc po jakimś czasie, co jest dla Ciebie ważne, przestaniesz zajmować się sprawami błahymi, nieistotnymi, takimi, które w gruncie rzeczy odsuwają Cię od wyznawanych przez Ciebie wartości. Przestaniesz na nie tracić swój cenny czas.

To może być droga do wyjścia z Twojego stanu zagubienia. Akurat tak się składa, że wczoraj mieliśmy święto Trzech Króli. Pomijam tu wątek teologiczny. Chcę tylko zwrócić Twoją uwagę na fakt, że nawet tacy mędrcy, uczeni ludzie Wschodu, poszukiwali czegoś ważnego w swoim życiu.

Owszem, posiadali wiedzę czerpaną z ksiąg i tradycyjnego przekazu oraz z pewnością potrafili obliczyć zjawiska astronomiczne. A jednak zdecydowali się sprawdzić, jak ich wyobrażenia mają się do rzeczywistości. Wybrali się w długą podróż, aby sobie unaocznić to, co było dla nich ważne.

Wbrew pozorom Twoje poszukiwania mogą być jeszcze trudniejsze. Znacząco zwiększyła się liczba pokus, jakie ten świat Ci codziennie oferuje. Przecież w ostatnich latach rozwinął się on niesamowicie pod względem technologicznym. Dostęp do informacji, złych i dobrych, jest różnorodny.

Co z nich wybierzesz dla siebie? Jak się chcesz wśród nich odnaleźć? Które z nich są dla Ciebie przydatne? Które zgodne z Twoimi wartościami?

Gdy znajdziesz odpowiedź na powyższe pytania, Twoje zagubienie w końcu minie. Zrozumiesz, co powinieneś w swoim życiu robić i na czym się skupić, aby miało ono wartościowy wymiar.

Powodzenia!

Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

Pytanie: Czy talenty uczynią mnie szczęśliwym?

Drogi Czytelniku mojego bloga,
po pierwsze chcę pogratulować Ci, że stawiasz takie pytanie. Oznacza ono bowiem, że nie tylko chcesz coś w swoim życiu osiągnąć. Poszukujesz także satysfakcji i spełnienia, aby mieć z niego pełnię szczęścia.

Jeżeli chcesz poczuć swoją wartość, musisz pokonać wszystkie przeszkody na drodze do swojego celu.

Niewątpliwie w tych działaniach będziesz w pełni wykorzystywać swoje naturalne cechy, czyli szeroko rozumiane talenty. Gdyby tak nie jest, szybko zniechęcasz się, gdy tylko wystąpią pierwsze przeszkody. Gdy jednak krok po kroku realizujesz to, co sobie zaplanowałeś, nabierasz coraz więcej chęci do działań. To się potem przekłada na poczucie szczęścia, bo dobrze wiesz, że panujesz nad swoim życiem.

To, jak bardzo jesteś ze swojego życia zadowolony, przekłada się silnie na Twoją samoocenę i skuteczność działania. Człowiek szczęśliwy działa skuteczniej. Wtedy zdecydowanie łatwiej rozbudzasz jeszcze dodatkowo swoje marzenia. Wówczas rośnie jednocześnie Twoja motywacja. Jednym słowem zwiększa się cały czas Twoja moc działania.

Dzieje się tak, bo marzenia niejako zagłuszają strach przed nowym, który zawsze odczuwasz, gdy robisz coś innego niż dotychczas. Życie bez strachu daje Ci pełne poczucie szczęścia. Nic dziwnego, że niektórzy badacze nazywają ten stan dobrostanem fizycznym i psychicznym.

Świadomie zwracam uwagę na te dwa elementy jednocześnie. Gdy nic Ci nie dolega, fizycznie czujesz się znakomicie. Wtedy nawet po największym wysiłku szybko się regenerujesz. Analogicznie, gdy jesteś silny psychicznie, najczęściej też cieszysz się dobrym zdrowiem. Dzieje się tak dlatego, bo każda choroba to nie tylko defekt ciała, lecz przede wszystkim cierpienie duszy.

Zauważasz więc, że samo posiadanie talentów nie wystarczy do szczęścia. Dopiero korzystanie z nich może spowodować, że zaczniesz odczuwać szczęście. Życie jest bowiem na tyle podstępne, że możesz być osobą niezwykle utalentowaną, a jednak z różnych względów nie robisz tego, co powinieneś.

Jednak gdy z różnych względów wzrośnie w Tobie poczucie samodyscypliny, zaczniesz robić to, co należy zrobić niezależnie od zewnętrznych uwarunkowań. Wtedy nawet jeśli wystąpią nieprzychylne okoliczności lub ktoś Ci w tym przeszkadza, Ty i tak robisz swoje.

Tak więc talentom musi towarzyszyć motywacja. Ją zawsze wywołuje jakiś powód, dla którego chcesz swoje szczęście osiągnąć.

Teraz, gdy mamy przełom roku, możesz podjąć stosowne zobowiązanie. Zachęcam Cię gorąco do tego. Jeśli jednak poważnie myślisz nad dokonaniem zmian w swoim życiu, aby uczynić je szczęśliwym, nastaw się na dwa miesiące poważnej pracy nad sobą. Wtedy zobaczysz pierwsze efekty.

Gdy nie ustaniesz w wysiłkach, rezultaty pod koniec 2013 roku mogą Cię tylko zadziwić. Przede wszystkim pokażesz niedowiarkom, że wykorzystujesz w pełni swój potencjał w postaci talentów i doświadczeń. Bo to jest tak, że gdy masz wobec siebie oczekiwania, ich spełnianie czyni Cię szczęśliwą osobą.

Tego Ci na Nowy Rok życzę. Jednocześnie zapraszam na fanpage na Facebooku.

Pozdrawiam noworocznie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

 

Pytanie: Jak wykorzystać talenty do poprawy relacji z bliskimi?

Drogi Czytelniku mojego bloga,
już niedługo wielu z nas zasiądzie przy Wigilijnym stole…

Święta to okres, który spędzamy w gronie rodziny, dlatego tak ważne są kwestie dotyczące relacji w związkach i rodzinie.

Wykorzystując ten fakt chcę dziś odpowiedzieć na pytanie związane z talentami, które każdy z nas posiada, i ich wpływem na relacje z bliskimi.

Mówiąc o talentach mam na myśli specyficzny dla danego człowieka sposób, w jaki postrzega świat i otaczających go ludzi.

Jeśli mówimy o relacjach, znajomość własnych talentów przyda się nie tylko z tego względu, że lepiej zrozumiesz siebie. Przede wszystkim dostrzeżesz, że osoby Ci bliskie są inaczej utalentowane niż Ty.

Masz dwa wyjścia. Albo ich zaakceptujesz takimi jacy są, albo zaczniesz ich zmieniać według własnej wizji. W tym drugim przypadku na pewno implikujesz sobie masę nieporozumień, zgrzytów, dąsów i innych konfliktów. Z racji choćby Świąt takie działania trudno uznać za sensowne.

Pamiętaj, że zmiana jakości relacji w rodzinie lub tylko w związku dwojga osób zawsze stanowi pewien proces. Jak długi, zależy to tylko od Ciebie.

Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, że w gruncie rzeczy nie masz wpływu na swoich najbliższych. Owszem, za pomocą siły i krzyku lub przekupstwa możesz przez jakiś czas wyegzekwować na nich oczekiwane zachowania. Tylko czy o to właśnie Ci chodzi?

Zapewne żyjesz już wystarczająco długo na tym świecie, aby wiedzieć, że takie postępowanie ma „krótkie nóżki”. Prędzej czy później braknie Ci wystarczających argumentów, aby postawić na swoim. To będzie początek Twojej klęski. No, ale przecież masz wolną wolę, więc być może wciąż Cię kusi kontynuować dotychczasowy eksperyment. Być może jednak lepiej budować szczęśliwą rodzinę, na przykład taką jak ta w Indiach.

Pamiętaj, że jedyną osobą, którą możesz zmienić jesteś Ty. I tyle! Doprawdy, masz mały margines ruchu. Dopiero gdy najbliżsi dostrzegą zmianę Twoich zachowań i zmianę Twojego postępowania, sami mogą ewentualnie zacząć także się zmieniać. To jest ich wyłączna decyzja, a nie Twoja.

Jeśli mówię o Twojej kontrolowanej przemianie, mam na myśli zagadnienia samooceny, stawiania celów sobie i najbliższym, podejścia do pieniędzy, przejście z etapu bycia ofiarą na zwycięzcę.

Taka zmiana bezwzględnie wymaga skupienia się na własnych talentach. W przeciwnym wypadku szybko się znużysz i zniechęcisz do działań. Gdy ponownie wrócisz do swojego starego świata negatywnych emocji, relacje z najbliższymi będzie Ci jeszcze trudniej odbudować. Dlaczego? Bo ich wcześniej zawiodłeś.

Dałeś im na moment posmakować lepszego stylu życia, a potem sam to depczesz. Zawód będzie tym większy, im bardziej rozbudziłeś nadzieje na kochający się związek lub rodzinę.

Warto o tym pamiętać, gdy masz słabą motywację do wytrwania w swoich decyzjach. Twój proces zmiany wymaga od Ciebie pełnej odpowiedzialności.

Oczywiście, zawsze warto zgłębiać swoje talenty. Gdy poruszasz się w obszarze ich występowania, działasz perfekcyjnie, cieszysz się tym, co robisz i nic Cię nie męczy.

Możesz więc pracować nad sobą wytrwale i skutecznie. I tego z okazji świąt Bożego Narodzenia Ci życzę.

Na mojej Facebookowej stronie możesz na bieżąco śledzić, co sądzą o tym inne osoby. Zapraszam.

Pozdrawiam wigilijnie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

 

W pogoni za szczęściem

Drogi Czytelniku,
czy wyobrażasz sobie teraz, gdy trwa piłkarski festiwal Euro i prawie wszystkich ogarnął piłkoszał, że ktoś może świadomie nie obejrzeć meczu półfinałowego Niemcy-Włochy? Pytam, bo nie spodziewałem się, że tą osobą mogę być właśnie ja. Tym bardziej, że szykowałem się na ten mecz, bo Włosi niespodziewanie są dla mnie czarnym koniem Mistrzostw Europy, więc zapowiadało się niezwykle ciekawe widowisko.

A jednak przedłużające się oczekiwanie na ten mecz zgubiło mnie. Czas w czwartkowy wieczór 28 czerwca 2012 r. jakby stanął w miejscu. Wydawało mi się, że wskazówki zegara mają wciąż to samo położenie. Do rozpoczęcia meczu każda minuta wlekła się bezlitośnie długo. Koniec końców zasiadłem przed telewizorem, aby obejrzeć coś dla zabicia czasu.

Minęła na zegarze godzina dwudziesta i właśnie na Polsacie zaczął się film. W pierwszej chwili nie zwróciłem uwagi na tytuł. Ponieważ jednak w roli głównej występował jeden z moich ulubionych aktorów Will Smith (od czasów zobaczenia filmu „Nazywał się Bagger Vance” – polecam!), zacząłem go oglądać. Akcja szybko wciągnęła mnie.

Przerwy reklamowe pozwoliły mi śledzić fragmentu meczu. Co do zwycięstwa Włochów byłem pewny po zdobyciu przez nich drugiej bramki. Wiedziałem, że jest to zbyt klasowa drużyna, aby dała sobie wyszarpać zwycięstwo po zdobyciu takiej przewagi bramkowej.

Dlaczego film niespodziewanie wygrał u mnie z takim meczem? Przede wszystkim z powodu tematyki. Opowiada on o historii Chrisa Gardnera, biednego sprzedawcy, żeby nie rzec gabinetokrążcy, skanerów medycznych. Spadają na niego kolejne ciosy. Po pierwsze, odchodzi żona Linda, która ma dość użerania się z ciągłymi problemami finansowymi. Po drugie, zostawia mu na głowie pięcioletniego synka Christophera, granego przez Jadena Smitha, autentycznego syna Willa Smitha.

A jednak nasz bohater cały czas wierzy, że w końcu karta się odwróci i przestanie zajmować się sprzedażą bezpośrednią. Co więcej, nieustająco poszukuje lepszej pracy. W końcu udaje mu się dostać na staż w wymarzonej firmie brokerskiej. Tyle tylko, że jest bez grosza przy duszy, a staż trwający 6 miesięcy, po którym wybiorą jednego z 20 kandydatów, jest bezpłatny.

Tymczasem on i dziecko potrzebują jeść oraz mieć jakiś dach nad głową, bo właściciel wyrzuca ich z mieszkania. Ktoś musi opiekować się dzieckiem, gdy Chris spędza długie godziny w biurze na nauce i odbywaniu praktyki w ramach stażu. Ma jeszcze do odbycia karę w więzieniu za niezapłacone podatki i mandaty. Jednym słowem, te kilka miesięcy w życiu Chrisa i jego synka Christophera stanowią niewyobrażalny koszmar.

Film kończy się happy endem. Nasz bohater okazuje się najlepszym kursantem i po stażu zdobywa w firmie pracę jako broker. A żona? Żona nie wraca. Tak naprawdę to ona w tym filmie najwięcej przegrała. Straciła kontakt z synem, wyjechała z miasta harować w niechcianej pracy, źle obstawiła możliwości męża. Jedyne, co można jej – chociaż to sformułowanie jest chyba za ostre – zarzucić, to podjęcie decyzji pod wpływem emocji. Bieda doprowadziła ją do rozpaczy i w konsekwencji całkowicie błędnej decyzji.

Oczywiście, że życie tej rodziny było ekstremalnie trudne. Zastanawiałem się podczas filmu, czy mając taki finansowy nóż na gardle jak nasz bohater dałbym sobie radę w życiu jak on. Gdzie są granice naszej odporności na upodlenie przez otoczenie? Kto z nas zdecydowałby się nocować z synem w kiblu, zdobywać kawałek miejsca w schronisku dla bezdomnych, dzwonić po kilkadziesiąt razy dziennie do różnych opryskliwych klientów bez żadnej gwarancji, że nasze działania przyniosą sukces?

W napisach końcowych dowiadujemy, że po kilkunastu latach nasz bohater został milionerem z majątkiem kilkudziesięciu milionów dolarów USA. Okazuje się, że ten dramat filmowy przedstawia biografię prawdziwego Chrisa Gardnera. Mojego równolatka. Obecnie milionera, filantropa, inwestora i inspirującego mówcy. Taki człowiek żyje i działa w naszych czasach. W pogoni za szczęściem przydarzyły mu się te przypadki, o których mówi film. Wielkie marzenia, które miał, pozwoliły mu przetrwać najgorsze godziny życia.

Historia w filmie zaczyna się w San Francisco w 1981 r. Jeśli chodzi o mnie, swoją najnowszą historię zacząłem pisać 25 lat później od niego. Czy Ty już piszesz swoją, czy dopiero zaczynasz?

Dążenie do szczęścia (może taki zwrot byłby lepszym tłumaczeniem tytułufilmu The Pursuit of Happyness?) to nasze zadanie życiowe. Ważniejsze niż najlepszy mecz, bo to rozgrywka o naszą lepszą przyszłość. Najważniejsza rozgrywka, w której bierzemy udział i w której nikt nas nie może zastąpić!

Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.jekos.pl

W co Ty wierzysz?

Drogi Czytelniku,
minął okres Wielkiego Postu i przyszedł czas na Wielki Tydzień. Dla ludzi wierzących w Boga to święty Czas Odnowy. Bóg odnawia Przymierze z człowiekiem przez Zmartwychwstałego Chrystusa. Urodziła się Nadzieja, gdy zmarła Ofiara, bo Chrystus do końca wypełnił wolę Ojca wierząc Mu bezgranicznie. Na szczęście od nas Bóg nie wymaga aż takich poświęceń. Twierdzę, że w naszych czasach przejawem Twojej wiary może być też głębokie przekonanie, że spełni się coś, do czego wytrwale dążysz.

No właśnie, czy już masz wytyczone cele swojego życia? Czy straciłeś czas – jakby niektórzy powiedzieli – i określiłeś, jakie zadania masz do wykonania w nadchodzących tygodniach, miesiącach  bądź nawet latach? Zakładam, że TAK i mniemam, że im masz większy projekt, tym potrzebujesz dłuższą perspektywę czasową – że tak powiem – na jego wykonanie. To zrozumiałe!

Czy jednak zdajesz sobie sprawę, że właśnie wtedy rodzi się nowe niebezpieczeństwo? Co to jest? Otóż w obliczu nieuniknionych trudności rośnie rzesza tych, co byli pewni, że Ci nie wyjdzie i coraz śmielej szepczą, że mieli rację. Często robią to tak namolnie, że sam zaczynasz wątpić, czy piękne plany uda Ci się zrealizować. Dzieje się tak, bo powtarzające się niepowodzenia podkopują Twoją motywację i kuszą, aby poddać się i zrezygnować ze swoich zamierzeń. Wtedy Twoja klęska jest bliska!

Co Ci wtedy pozostaje, gdy zostałeś spisany przez innych na straty? Co masz robić, gdy inni przestali wierzyć w Ciebie? Jak się masz zachować, gdy przyszło zmagać Ci się samotnie z kolejnymi przegranymi i czujesz się wdeptywany w błoto?

Jedyną Twoją szansą jest twórczo przeczekać i zachować własną niezmienną wiarę, że zły czas minie. To jest właśnie jedna z naczelnych tajemnic sukcesu: zasada wiary. Chociaż wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że sprawy idą w złym kierunku, Ty wierzysz, że podejmowane przez Ciebie działania zakończą się zgodnie z Twoimi oczekiwaniami. To najczęściej jest bardzo trudne dla Ciebie wyzwanie, bo musisz zachować postawę zwycięzcy,  gdy prawie wszyscy Cię postrzegają jako przegranego.

W tym wypadku słówko prawie ma niezwykle ważny wymiar i stanowi istotną różnicę. Dlaczego? Bo dopóki Ty wierzysz w siebie i sens Twoich działań, zawsze znajdą się ludzie, którzy Ci pomogą. Nieważne, czy jesteś trenerem, szefem projektu, rodzicem, prezesem bądź inną osobą walczącą z wyzwaniami i wszystko idzie Ci jak po grudzie. Ważne, że Ty wciąż wierzysz w sukces swój, swojego zespołu lub poszczególnych ludzi, którzy może nawet wątpią i tym bardziej potrzebują Twojej determinacji.

W końcu zaplanowany wielki sukces osiągniesz, bo znajdziesz nowe, lepsze rozwiązania postawionych zadań, a także nowych pomocników lub współpracowników, bo silna wiara jest zaraźliwa. I jest to możliwe nawet w Polsce! W kraju o najniższym zaufaniu do drugiego człowieka w skali Europy i prawdopodobnie świata. Spadliśmy w badaniach do 9,5% (źródło: European Social Survay). To oznacza, że nawet jednemu z dziesięciu nie ufamy i ten stan się pogarsza, co jest koszmarem z punktu widzenia relacji międzyludzkich i prowadzenia biznesu.

A zatem, w co Ty wierzysz? W swoją wygraną, czy przegraną? Jeśli w to pierwsze, to pomogę Tobie, a Ty pomóż mi. Razem wygramy na pewno!

Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.jekos.pl

Siedem sekund

Drogi Czytelniku,
niedawno uczestniczyłem w autorskim seminarium Alicji Moszyńskiej „Różne oblicza komunikacji w biznesie”. Szkoda że Ciebie na nim nie było, bo miałbyś okazję wykonać niezwykle trudne ćwiczenie. Twoim zadaniem byłoby przekonać uczestników o Twojej wyjątkowej atrakcyjności lub kreatywności  w ciągu zaledwie 7 sekund. Nieważne, czy byś to zrobił za pomocą obrazów, słów czy gestów. Ważne, żeby zajęło Ci to tylko siedem sekund!

Czemu ten krótki czas jest tak istotnym czynnikiem? Bo właśnie wtedy decydują się losy, jak zostaniesz odebrany przez drugą osobę. Te kluczowe siedem sekund jest Twoją przepustką lub Twoją przegraną. Możesz wtedy prawie wszystko zyskać lub stracić!

Pytasz, dlaczego tak się dzieje? Bo w tak krótkim czasie dajesz swojemu odbiorcy wystarczająco dużo wskazówek, jak ma Cię traktować. Niejednokrotnie wspominałem, że ludzki mózg jest wspaniałym procesorem i w oka mgnieniu – na poziomie podświadomości – oceni, czy druga osoba jest szczera w swoich intencjach i zadowolona z tego co robi. Jednym słowem, czy można jej ufać, czy też lepiej czegoś się obawiać, a wtedy zadziałają mechanizmy obronne i kontakt zostanie na wszelki wypadek odrzucony!

Twój mózg też instynktownie dostarczy Ci informacji o drugiej osobie poprzez jej tembr głosu, intonację, gesty/mowę ciała, mimikę twarzy a nawet emanowaną przez cały organizm energię. Ten odbiór musi być spójnym pakietem. Jeśli tak nie jest, od razu „zapala Ci się światełko”, że coś mi tu nie gra: ten człowiek coś przede mną ukrywa.

Jest jeszcze jedna sprawa, na którą chcę Cię uczulić. Otóż żyjemy w czasach, gdzie ludzie uzyskują informacje głównie za pomocą obrazu: telewizja, bilbordy, komputery itp. A zatem zwróć szczególną uwagę na swój przekaz wizualny. Mam tu na myśli nie tylko Twój ubiór i wygląd, co jest bardzo ważne, lecz także szczególnie Twoją twarz.

Jeśli brakuje jej Twojego naturalnego uśmiechu wynikającego z Twojej postawy i stanu ducha, wszystkie inne zabiegi mogą okazać się bezprzedmiotowe. Twarz wyraża Twoje autentyczne uczucia, a drugi człowiek też jest przecież istotą emocjonalną. Pamiętaj o tym bez przerwy!

Cóż Ci mogę doradzić? Po prostu, przygotuj sobie siedmiosekundową prezentację. Jej formuła zależy wyłącznie od Twojej  wyobraźni i zewnętrznych inspiracji. Zobacz, jak zachowują się ludzie, którzy zawodowo się z Tobą spotykają. Z pewnością zauważysz wśród nich mistrzów, od których warto się tej umiejętności nauczyć.

Zapamiętaj, proszę, że im krótszy przekaz, tym więcej musisz poświęcić godzin (sic!) na jego przygotowanie. Siedem sekund to naprawdę mało czasu na komunikat i z tego względu zrób wszystko, co w Twojej mocy, aby on był perfekcyjny! Bo na to właśnie zwracała uwagę Alicja podczas seminarium.

Sprawdź, ile czasu zajmuje Ci wypowiedzenie tylko swojego imienia i nazwiska. A gdzie reszta informacji w ciągu tych 7 sekund? Ale ćwiczenia uczynią z Ciebie mistrza. Zatem do dzieła!

Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl


Trudny proces zmiany

Drogi Czytelniku,
w chwili, gdy czytasz te słowa, jesteś już w Nowym Roku AD 2011. Chciałbym, aby był on dla Ciebie rokiem szczególnym, tzn. takim, w którym dokonasz decydujących o Twojej przyszłości zmian w życiu. No, chyba że wolisz żyć nadal jak dotychczas, bo jesteś zadowolony z tego, co już osiągnąłeś. Wtedy rzeczywiście jakiekolwiek zmiany są bezprzedmiotowe.

Załóżmy jednak, że Twoim pragnieniem jest zacząć realizować własne marzenia. Przecież chyba nie boisz się marzyć! Nawet jeśli jesteś bez grosza, to marzenia masz za darmo. Zatem chociaż przez chwilę pomyśl, co powinieneś osiągnąć w Nowym Roku.

Aha, już wreszcie wiesz. To świetnie! Możemy iść dalej.

Brutalna prawda brzmi, że cokolwiek nowego chcesz osiągnąć, musisz wyjść ze swojej strefy komfortu. Oczywiście, dla każdego komfort jest czymś innym. Nic w tym dziwnego. Przecież każdy z nas  zaspokaja swoje potrzeby fizyczne i psychiczne w różny sposób. Ten sam stan obiektywnych trudności dla jednej osoby oznacza właściwie brak kłopotów, a dla kogoś innego może być pasmem bolesnych porażek. To od Ciebie zależy, w jaki sposób postrzegasz otaczający Cię świat i to, co Cię w nim spotyka.

Zachodzi pytanie, czy możesz zmienić swoje przekonania o występujących okolicznościach. Z pełną odpowiedzialnością odpowiadam, że TAK! Gdyby było inaczej, każdy z nas wciąż byłby tym samym człowiekiem, tzn. człowiekiem o takim samym sposobie myślenia. Dlatego właśnie każda zmiana jest taka trudna: musisz odrzucić swoją dotychczasową koncepcję życia i zacząć stawać się kimś innym –  w rozumieniu kimś lepszym, bardziej wartościowym, może bogatszym bądź miłym.

Albertowi Einsteinowi przypisuje się powiedzenie, że szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów. Nic dodać, nic ująć. Genialnie proste: zmień coś, gdy chcesz mieć inne rezultaty.

Jednym z powodów, dla których tak trudno zdecydować Ci się wprowadzić w życie zmiany jest Twoje przekonanie, iż musisz całkowicie do góry nogami wywrócić to, co robiłeś dotychczas. Tymczasem małe usprawnienia „dziś” dadzą Ci duże rezultaty „jutro”. Właściwie słowo dziś należałoby traktować dosłownie jako „dzień dzisiejszy”. Po co masz czekać na jakieś nadzwyczajne okoliczności. One mogą nie nadejść. Zatem od razu zacznij swoje niezbędne działania!

A co to ma być – zapytasz!

Przede wszystkim mozolna zmiana nawyków. Czy zdajesz sobie sprawę, że ~95% Twoich czynności to działania nawykowe? Przyjrzyj się sobie uważnie, jak jesz, wstajesz, zabierasz się za robotę, zachowujesz na drodze, w towarzystwie itp. oraz przede wszystkim jak myślisz o sobie i swoich możliwościach. Tak, tak, sposób myślenia to też jest nawyk i jak każdy nawyk możesz go zmienić, a czasami powinieneś wręcz zrobić to bezwzględnie!

A w jaki sposób przeprowadzić te zmiany?

Szkoły są różne i od Ciebie zależy, co akurat w Twoim przypadku będzie najlepszą metodą. Jeśli uwielbiasz szkolenia internetowe, niezastąpiona będzie Wanda Loskot. Nieraz wspominałem, ile skorzystałem z jej rad. A może wolisz coaching? W tym wypadku świetny jest Andrzej Hanisz. Co więcej, on też wykorzystuje nowoczesne techniki komunikacji, więc masz ułatwione zadanie skorzystania z jego metody AMH Coaching, bo nie musisz do niego jechać.

Ja z kolei preferuję bezpośrednie kontakty z ludźmi sukcesu i dzielenie się uzyskaną wiedzą od nich. To jest fascynujące dowiadywać się, kim kiedyś oni byli i ile musieli w sobie zmienić, aby mieć to, co teraz. Byłbyś zdumiony, że często startowali z o wiele gorszej pozycji niż Ty. A jednak umieli wyznaczyć sobie cele i potem konsekwentnie dążyli do ich realizacji. Także dla nich był to bardzo trudny proces zmiany, lecz rezultaty przeszły ich oczekiwania.

I takich właśnie wspaniałych rezultatów określonych przez Ciebie życzę Ci w Nowym Roku. Jeśli skorzystasz z moich doświadczeń, z pewnością uzyskasz je szybciej! Po prostu, unikniesz wielu błędów, które ja popełniłem.

Pozdrawiam serdecznie i noworocznie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl